Czy kuchenki w naszych mieszkaniach są bezpieczne?

Michał WrońskiZaktualizowano 
Gazownicy z naszego regionu nie wykluczają wzmożonych kontroli swych instalacji. To efekt serii wybuchów, do jakich we wtorek doszło na kilku osiedlach w Zielonej Górze. Zginęła w nich jedna osoba, osiem innych zostało rannych.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że eksplozje były spowodowane przesłaniem do osiedlowych sieci gazu o podwyższonym ciśnieniu. Prawdopodobnie był to skutek awarii stacji redukcyjnej (zmniejsza ona ciśnienie gazu do poziomu bezpiecznego dla domowych urządzeń). Jak poinformował nas Jarosław Wróbel, wiceprezes Górnośląskiej Spółki Gazownictwa, na podległym jej obszarze (woj. śląskie, opolskie i część małopolskiego) działa około ośmiuset takich stacji.

- Ich praca jest non stop monitowana. Kontrolowany jest zarówno sam przepływ gazu przez stację, jak też to, czy na jej terenie nie pojawiły się jakieś postronne osoby. W razie niepokojących sygnałów na miejsce wysyłana jest brygada sieciowa, a jeśli trzeba, to także ochroniarze - wyjaśnił Wróbel. Nie chciał komentować, jakie mogły być przyczyny serii wtorkowych wybuchów w Zielonej Górze. Nie wykluczył jednak, iż wpływ na to mogły mieć utrzymujące się od kilku dni niskie temperatury.

- Nie mam jednak pojęcia, dlaczego na czas nie zadziałały urządzenia zabezpieczające - tłumaczy Wróbel.

Odpowiedzi na to pytanie szukać będą prokuratorzy z Zielonej Góry oraz specjalna komisja pod nadzorem Jana Rygiera, wiceprezesa Dolnośląskiej Spół-ki Gazownictwa. Większość lokatorów z bloków, w których doszło do eksplozji wróciło już wczoraj do swych mieszkań (z wyjątkiem mieszkańców jednej klatki). Nadal są jednak pozbawieni dostaw gazu - ich przywrócenie możliwe będzie dopiero w piątek rano.

Czy wypadki z Zielonej Góry mogą się powtórzyć? Eksperci podkreślają, że były one wydarzeniem bez precedensu. Także nasi gazownicy są zdania, że ich infrastruktura powinna w ramach dotychczasowych procedur obronić się przez mrozem (w ciągu najbliższych nocy temperatura będzie spadać do dziesięciu stopni poniżej zera).

- Jeśli jednak dostaniemy polecenie przeprowadzenia dodatkowych kontroli, to je na pewno wykonamy - mówi Wróbel.

Jesteśmy gotowi do pomocy

Śląscy gazownicy czekają na wezwanie z Zielonej Góry. Po wtorkowej serii wybuchów Dolnośląska Spółka Gazownictwa rozpoczęła na zielonogórskich osiedlach kontrole instalacji gazowych. Wczoraj rano wystąpiła też z zapytaniem do Górnośląskiej Spółki Gazownictwa o możliwość ewentualnego wsparcia podczas tych działań. Odzew był pozytywny. Z pomocą do Zielonej Góry może ruszyć od ośmiu do dziesięciu brygad sieciowych (każda wyposażona w samochód i detektory gazu).

Zabezpieczenia mogły zadziałać, ale było już zbyt późno
Rozmowa z prof. Januszem Skorkiem z Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki Politechniki Śląskiej

Przyczyną serii wybuchów gazu w Zielonej Górze była prawdopodobnie awaria stacji redukcyjnej. Co się może zepsuć w takiej stacji?

Stacja redukcyjna jest prostym, a więc teoretycznie niezawodnym urządzeniem. Może doszło do zużycia materiału? Może uszkodzony został zawór dławiący? Tyle tylko, że nawet jeśli doszło do awarii w samej stacji, to jeszcze powinny zadziałać tzw. zawory szybkoodcinające, które znajdują się na sieci za stacją. Być może zadziałały, ale za późno, kiedy gaz o podwyższonym ciśnieniu był już w dalszym odcinku sieci.

Czy nie byłoby zatem zasadnym wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń już na poziomie samych budynków?

Istnieje przecież główny zawór na wejściu do budynku i do samego mieszkania. Tyle że ich zdławienie niewiele by tu pomogło - w rurach już byłby gaz o podwyższonym ciśnieniu. Montowanie jakichś dodatkowych zabezpieczeń nie byłoby jednak uzasadnione. To bardzo kosztowna operacja i mieszkańcy by jej nie zaakceptowali, tym bardziej, że jak długo zajmuję się gazownictwem, to pierwszy raz słyszę o takiej sytuacji jak ta, która miała miejsce w Zielonej Górze.

Czy można w jakiś sposób zorientować się, że w naszej kuchence płynie gaz o niebezpiecznie podwyższonym ciśnieniu?

Tak. W takiej sytuacji po okręcenie palnika słyszymy głośny gwizd, a przy próbie zapalenia palnika podmuch zdmuchnie nam płomień z zapałki.

Co wtedy robić?

Zamknąć zawór doprowadzający gaz do kuchenki i otworzyć okna, by przewietrzyć pomieszczenie. Następnie poinformować odpowiednie służby. Nie zaszkodzi też opuścić mieszkanie.

Uwaga na czad! To cichy zabójca

Wprawdzie gaz ziemny w naturalnej postaci jest bezwonny, ale dzięki wprowadzaniu do niego dodatkowych substancji uzyskuje charakterystyczny zapach, który pozwala nam go wyczuć w razie jego ulatniania się.

Znacznie większe niebezpieczeństwo powoduje tlenek węgla, czyli tzw. czad. Nie można go w żaden sposób wyczuć ani zauważyć. Wdychany, wypiera tlen z czerwonych ciałek krwi powodując w efekcie śmierć przez uduszenie (przy lżejszych zatruciach występują bóle głowy, wymioty, bądź śpiączka). Każdego roku w całej Polsce ginie w ten sposób kilkadziesiąt osób. Najtragiczniejszy wypadek w tym roku zdarzył się w styczniu - czad spowodował śmierć czteroosobowej rodziny w Żyrardowie.

Skąd bierze się czad? Powstaje podczas spalania węgla czy innych paliw. Jeśli przewody wentylacyjne lub spalinowe są sprawne, można się czadem nie przejmować. Jeśli jednak owe kanały są zanieczyszczone, bądź z powodu wad konstrukcyjnych nie ma w nich dobrego ciągu, to czad - zamiast wylecieć na zewnątrz - przedostaje się do pomieszczeń (może się tak też dziać przy intensywnym wietrze, wpychającym spaliny z powrotem do komina) stwarzając tam śmiertelne niebezpieczeństwo. W takim przypadku wybawieniem mogą okazać się... nieszczelne okna lub drzwi (stąd ich wymiana na superszczelne nie budzi entuzjazmu strażaków i kominiarzy). Z tego samego powodu ratownicy radzą, by zatrutej czadem osobie przede wszystkim zapewnić dopływ świeżego powietrza i jak najszybciej podać tlen. Aby natomiast w ogóle zapobiegać takim sytuacjom, należy przynajmniej raz na trzy miesiące czyścić przewody dymowe, pieców ogrzewanych węglem oraz nie zasłaniać (i sprawdzać ciąg) kratek wentylacyjnych. MIW

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Czy kuchenki w naszych mieszkaniach są bezpieczne? - śląskie Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3