Jak Ślązacy zdobywali Dziki Zachód. Historia prosto z Teksasu

Teresa SemikZaktualizowano 
Anna Musialik-Chmiel, autorka książki o Ślązakach w Teksasie - siedzi pierwsza z prawej. fot. arc
Preria nie okazała się krainą z ich marzeń o lepszym życiu. Na totalnym pustkowiu w Teksasie przywitały ich tylko grzechotniki. Mieli pretensje do księdza Moczygemby, że ich tam ściągnął. O tym, jak Ślązacy zdobywali Dziki Zachód i o tym, czego możemy dziś uczyć się od ich potomków - pisze Teresa Semik.

Spod Toszka i Góry Św. Anny na Śląsku wyruszyli za ocean szukać lepszego życia. W 1854 roku gdzieś na prerii w Teksasie pod dębem uczestniczyli w pierwszej mszy wigilijnej na obczyźnie. Potem tę miejscowość nazwali Panna Maria, a kolejne Cestochova, Kosciuszko, Święta Jadwiga. Ich potomkowie wciąż śnią po polsku.

Do śląskich korzeni przyznaje się w Teksasie około 200 tys. osób. Każdy, kto zetknął się z tą społecznością, pozostaje pod jej ogromnym urokiem. Pisał już o niej Henryk Sienkiewicz w "Listach z podróży do Ameryki", choć polskich osad nigdy nie odwiedził. W 1998 roku dotarła do nich Anna Musialik-Chmiel, a efektem tej i kolejnej podróży jest książka "Amerykańscy Ślązacy", która właśnie ukazała się w księgarniach.

- Nagle w tym totalnie odległym świecie rozpoznajesz to, co znasz z domu, z dzieciństwa. Swoją godkę - przypomina autorka. - Do dziś śpiewają "Serdeczna Matko, opiekunko ludzi", bo z tą pieśnią ich przodkowie płynęli przez ocean. Mówią o jakimś Śląsku, którego nigdy nie widzieli, ale pamiętają, że wspominał o nim dziadek. W każde urodziny chodził oglądać zachód słońca, bo tam jest "to Śląsko", jak mówił.

Ania Musialik, na co dzień dziennikarka Radia Katowice, pojechała do Teksasu z Marią Pańczyk-Pozdziej, by wśród tamtejszej Polonii zorganizować konkurs gwarowy "Po naszymu, czyli po śląsku". Franciszka Kurzaja, proboszcza z San Antonio, który miał je odebrać na lotnisku, nigdy nie widziały na oczy. Były pewne obaw, jak się odnajdą. Nagle wśród osób w kowbojskich kapeluszach rozległo się radosne i głośne śpiewanie: "Poszła Karolinka do Gogolina". Byli wśród swoich.

Konkurs odbył się w Pannie Marii, osadzie pierwszych Ślązaków na Dzikim Zachodzie i wygrała go Sally Sekuła-Schaefer. W Polsce była przed 1998 rokiem tylko raz, w latach 70. Opowiedziała Musialik i Pańczyk, że przyjechała dzięki odszkodowaniu za wypadek samochodowy, w którym mocno zostało poturbowane jej auto: "Jo jeździła na ty krzywy karze, a dwa tysiące dolarów jo dała na bilet do Polski". W nagrodę za wygrany konkurs przyleciała do Katowic za darmo. Do łez rozbawiła i wzruszyła publiczność swoimi opowieściami, jak uczyła się polskiego, bo to jest dla niej ważne. Mówiła przepiękną, archaiczną gwarą śląską trzymając w ręce kowbojski kapelusz. Anna Musialik-Chmiel spotkała w Teksasie czwarte i piąte pokolenie potomków śląskich emigrantów. Niebywałe jest to, że oni ciągle noszą w sobie obraz Śląska sprzed co najmniej stu lat, że wciąż chcą go poznawać i odkrywać na nowo.

- Ta ich piękna, archaiczna godka była w stanie wygenerować nowe słowa - "szczyrkowy", czyli grzechotniki, albo "furgole" czyli samoloty. Tym mnie również ujęli - mówi autorka "Amerykańskich Ślązaków". - Ich starzyki zabierali ze sobą całą swoją śląskość i przekazali ją następnym pokoleniom.

Ślązacy osiedlili się w miejscu bardzo odludnym, wręcz dziewiczym. Przez długi czas nie mieli kontaktu z ludnością anglojęzyczną i to pomogło im w zachowaniu mowy ojców. Żyli i pracowali w swoim mikrokosmosie.

Leopold Moczygemba, franciszkanin, który ich tam ściągnął, urodził się w Wielkiej Płużnicy koło Toszka. Studiował we Włoszech i tam został wyświęcony na księdza. Potem pracował w Bawarii i stamtąd w 1852 roku skierowany został do Teksasu, by opiekować się bawarską emigracją. Dwa lata później sprowadził pierwszych emigrantów ze Śląska, w tym trzech swoich braci. Ksiądz Moczygemba spodziewał się swoich krewnych, kilku rodzin, a przybyło ich ponad sto. To on w Wigilię 1854 roku odprawił mszę pod dębem.

Anna Musialik-Chmiel pisze, że przybysze byli rozczarowani tym, co zobaczyli. Preria nie okazała się krainą mlekiem i miodem płynącą, o której słyszeli. Ziemię porastała jedynie wysoka trawa i krzaki. W dodatku pełno w nich było grzechotników. Zabrane ze sobą ziarno na siew nie przyjęło się w obcej ziemi. Skutki suszy, jakie zaczęli odczuwać, spotęgowało niezadowolenie, a nawet wrogość wobec ks. Moczygemby. Część rodzin szukała więc dalej lepszej ziemi i swojego szczęścia. Założyła kolejne osady. W ten sposób powstała Cestochova, Kosciuszko. Ci, co pozostali, w pobliżu dębu zbudowali kościół. Pod tym samym, historycznym drzewem, które wciąż stoi w Pannie Marii, spotykają się kolejne pokolenia Ślązaków.

- Uczyć się możemy od nich tego tak charakterystycznego trzymania się razem, wzajemnego wspomagania - mówi abp Alfons Nossol z diecezji opolskiej, który spotkał się ze śląskimi Teksańczykami wielokrotnie. - Oni myślą sercem, kochają rozumem - to im pozostało po przodkach. Oni tam nie "godają", jak w Katowicach, oni "rządzą", jak my na Opolszczyźnie.

Niemałą rolę odgrywają pracujący wśród potomków Ślązaków polscy księża. Wielu z nich dba o to, aby w kościele modlono się i śpiewano po polsku. Starsi ludzie wciąż spowiadają się w śląskiej gwarze. Ks. prałat Franciszek Kurzaj, obecny duszpasterz Ślązaków w Teksasie, rodem z Opolszczyzny, jest ich duchowym szeryfem i opiekunem.

Kilka lat temu odbyła się konsekracja pierwszego biskupa - John W. Yanta, którego matka pochodziła z Moczygembów. Uroczystości odbyły się pod tym samym drewnianym krzyżem, który zabrali pierwsi osadnicy wyruszając z Płużnicy przez Opole, Wrocław, Bremę i dalej statkiem do Zatoki Meksykańskiej. Ze sobą zabrali też drewnianą sochę, która do dziś jest w muzeum w Pannie Marii.

Książka Anny Musialik-Chmiel pozwala odbyć wędrówkę po tych niezwykłych miejscach, zajrzeć do domów ludzi wciąż spragnionych Polski. Poznajemy rodzinne historie spisane w wielu domach, jak na przykład tę Stanisława Dworczaka, który urodził się w Kosciuszko, a swoją opowieść rozpoczął słowami: "Gorne Ślonsko - stamtond przyszli". Odnajdujemy dzięki tej książce tam w Teksasie to, do czego tęsknimy tutaj. Odnajdujemy ludzi zdobywających Dziki Zachód, ich dramaty i radości, ale przede wszystkim to niespożyte pragnienie bycia stąd, ze Śląska. Ulegamy tym emocjom, bo stają się bardzo bliskie. Anna Musialik-Chmiel próbuje też odpowiedzieć na pytanie, jak długo to jeszcze potrwa? Ile jeszcze pokoleń osadników z drugiej połowy XIX wieku będzie godać tam na prerii. Jak długo to będzie dla nich ważne.

- Tego nie wiem - odpowiada. - Trudno przewidzieć, co zrobią z tą pamięcią ich dzieci.

Ksiądz Kurzaj wciąż przywozi ich na Śląsk, żeby mogli rekonstruować rodzinne genealogie. Chodzą po cmentarzach, kościołach, archiwach i szukają śladów swojej przeszłości. Potem wracają do Ameryki i dokumentują kolejne losy swoich dawnych bliskich. W specjalnym rejestrze internetowym w Pannie Marii jest blisko 90 tys. nazwisk pochodzących z ziemi śląskiej.

Ta ich historia także nas wciąż fascynuje. Znany filmowiec amator z Bojszów - Józef Kłyk, namiętnie kręcący westerny, zrealizował również obraz opowiadający o losach Ślązaków, którzy za lepszym życiem powędrowali do USA. Film "Dwaj z Teksasu" to wyobrażenie Kłyka o naszych osadnikach. Odwiedził ich kilka lat po premierze filmu, kiedy w Pannie Marii odbywały się uroczystości związane ze 150. rocznicą śląskiego osadnictwa w amerykańskim stanie Teksas. W kościele pod dębem zawisnął wtedy 60-kilogramowy dzwon ufundowany przez Ślązaków i zawieziony do Panny Marii z Katowic.

- Ślązacy powinni się kochać na całym świecie - tłumaczy ten wzajemny entuzjazm Ślązaków stąd i stamtąd ksiądz Franciszek Kurzaj.

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3