Kowboje kochają Małysza

Rafał MusiołZaktualizowano 
Adam Małysz pogratulował sobotniego zwycięstwa swojemu młodszemu koledze z reprezentacji Polski Kamilowi Stochowi.
Adam Małysz pogratulował sobotniego zwycięstwa swojemu młodszemu koledze z reprezentacji Polski Kamilowi Stochowi. fot. Łukasz Klimaniec.
W sobotę wieczorem w Wiśle panowała niezwykła atmosfera. Od strony Malinki w kierunku centrum ciągnęły biało-czerwone grupy fanów skoków narciarskich, by w okolicach placu Hoffa zmieszać się z wielbicielami muzyki country, którzy przyjechali na swój Piknik. Jak się okazało obie pasje można pogodzić.

W sobotę wieczorem w Wiśle panowała niezwykła atmosfera. Od strony Malinki w kierunku centrum ciągnęły biało-czerwone grupy fanów skoków narciarskich, by w okolicach placu Hoffa zmieszać się z wielbicielami muzyki country, którzy przyjechali na swój Piknik. Jak się okazało obie pasje można pogodzić.

- Cieszę się, że jesteśmy właśnie w Wiśle, miejscu, gdzie żyje wielki mały człowiek, dzięki któremu często czujemy dumę z tego, że jesteśmy Polakami - mówił ze sceny w amfiteatrze Michał Lonstar, lider legendarnej w country grupy noszącej jego nazwisko. - Ten wielki mały człowiek to oczywiście Aaaadam Maaałysz - dodał wzbudzając entuzjazm na widowni i w górę podniósł się las kowbojskich kapeluszy.

Dwie godziny wcześniej Małysz zajął czwarte miejsce w drugim konkursie Letniej Granbd Prix. Wygrał, w wielkim stylu, Kamil Stoch, który dzień wcześniej był drugi, właśnie za wiślaninem.

Rachunek za piątek

W piątek Małysz pokonał Stocha minimalnie, oddając w obu seriach skoki krótsze od zawodnika AZS AWF Kraków. Sam zwycięzca, który na pocieszenie otrzymał tytuł Man of the Day, nie ukrywał zdziwienia takim rozstrzygnięciem, ale Stoch - tak to przynajmniej wyglądało z zewnątrz - całkiem szczerze pogratulował sukcesu liderowi drużyny. Humor poprawiła mu też z pewnością zawartość koperty przeznaczonej dla Człowieka Dnia. Było w niej bowiem 1000 euro "dodatku" do 3.000 franków szwajcarskich za drugie miejsce. W sobotę żadnych wątpliwości już nie było i Stochowi przypadła już premia za pierwszą lokatę, czyli 5.000 franków szwajcarskich. Rachunek został więc wyrównany, a w sumie w ciągu dwóch dni wpadło mu do kieszeni ponad 27.000 złotych, które przydadzą się na rozpoczętą już budowę domu.

- Jestem szczęśliwy. Teraz już w pełni. W piątek cieszyłem się, że przegrałem tylko z Adamem i mogę na podium stać obok niego, ale w sobotę wygrałem, a tego nie da się z niczym porównać - przyznał Stoch. - Dodatkowo cieszy mnie poczucie, że oddawałem skoki bezbłędne. Sam nie wiem, skąd mam taką formę, ale w skokach często tak bywa. Teraz chodzi o to, żeby ją utrzymać jak najdłużej.

Triumf Stocha oklaskiwał nadkomplet widzów. Kibice stali także poza samą skocznią, fetując też czwarte miejsce Małysza, który cierpliwie rozdawał autografy. A ponieważ jego zagraniczni rywale nie chcieli być gorsi i przygotowali pliki swoich zdjęć z podpisami najcenniejsze okazały się więc nie miejsca tuż przy zeskoku, ale te przy samych barierkach, oddzielonych tylko wąską ścieżką od drogi, jaką zawodnicy wędrowali do szatni.

- Aż się chce skakać. Takie zawody mogłyby trwać przez kilka dni - śmiał się Bjoern Einar Ro-moeren, który w sobotę został wybrany Zawodnikiem Dnia. - Tysiąc euro? W samą porę, bo mi się właśnie kasa skończyła - żartował Norweg z działaczami PZN.

Trzy, a właściwie cztery

- To było fantastyczne i troszeczkę kojarzyło się z Zakopanem, pewnie przez te biało-czerwone tłumy. Widać, że Polacy kochają skoki, organizacyjnie też było OK. Atmosferę jaką stworzyli kibice będę długo pamiętał. Wisła zdała egzamin i może się ubiegać o kolejne wielkie imprezy - mówił w sobotę dyrektor LGP i zimowego Pucharu Świata, Walter Hofer.

Organizatorzy konkursów już próbują kuć żelazo póki gorące. Powstał więc pomysł, by w Letniej Grand Prix znalazł się polski turniej trzech skoczni. Zawodnicy rywalizowaliby w Wiśle, Szczyrku i w Zakopanem.

- Słyszałem, że to byłyby właściwie cztery konkursy, z czego dwa w Zakopanem, gdzie odbyłyby się zawody drużynowe i indywidualne. Z tą drużynówką może być jednak kłopot, bo takie zawody nie cieszą się wielkim zainteresowaniem kibiców - mówił Łukasz Kruczek, trener reprezentacji.

- Myślę, że to realne, by Trzy Skocznie odbyły już w przyszłym sezonie - potwierdza Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

W niedzielę okazało się, że pomysł turnieju jako pierwszy rzucił sam Hofer! - To prawda i najlepiej świadczy o tym, że mu się podobało. Rozmawialiśmy zresztą także w cztery oczy i usłyszałem naprawdę wiele pochwał dla Wisły. Teraz musimy tylko omówić szczegóły i zgłosić wniosek. To byłaby kapitalna sprawa pod każdym względem, także szkoleniowym - dodaje Andrzej Wąsowicz, wiceprezes PZN.

Być może więc skoki narciarskie w Polsce zmierzają w kierunku wytyczonym przez żużel, gdzie właśnie frekwencja na trybunach jest najlepszym argumentem w walce o kolejne imprezy Grand Prix.

Orzeł nie leci do Japonii

Teraz przed skoczkami turnieje w Japonii, gdzie Daiki Ito może definitywnie rozstrzygnąć rywalizację w LGP.

- Skład mamy ustalony już od dawna, bilety są zarezerwowane i na tej liście nie było i nie będzie Adama Małysza. Najważniejsza jest zima, a taka podróż zakłóciłaby jego plan przygotowań. Do Japonii zabieramy Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Stefana Hulę, Macieja Kota i Rafała Śliża - wyliczył Kruczek. - Mam nadzieję, że chłopcy pomogą jednak Adamowi i odbiorą Ito sporo punktów - dodał z uśmiechem, który podczas weekendu w Wiśle był jego znakiem firmowym.

Sam Ito, który w klasyfikacji generalnej wyprzedza Małysza tylko dzięki trzeciemu miejscu z Einsiedeln, bo obaj mają w tym sezonie na koncie po dwa zwycięstwa i jednym drugim miejscu, też nie sprawia zresztą wrażenia aż tak pewnego siebie.

- Potem jeszcze też są konkursy w Libercu i w Klingenthal, więc walka będzie trwała. W każdym razie cieszę się, że mogłem walczyć z Adamem na jego skoczni, bo kibice byli fantastyczni - nie ukrywał Ito, powtarzając opinię Hofera.

Z Adamem Małyszem rozmawia w Wiśle Rafał Musioł

Co się stało polskim zawodnikom, że tak skaczą?
Na pewno umieli to już wcześniej, a teraz wreszcie przyszły do tego wyniki. Nic, tylko się cieszyć. To supersprawa, jak Polak wygrywa konkurs. Dlatego w sobotę też się cieszyłem, jak Kamil był pierwszy, a najbardziej jak wygraliśmy po raz pierwszy w historii drużynówkę w Hinterzarten. Po drodze bijemy jakieś rekordy, w Wiśle było najwięcej naszych zawodników w pierwszej dziesiątce konkursu i w czołówce klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix.

Po wiślańskich zawodach wróci pewnie opinia, że Kamil Stoch znowu jest następcą Adama Małysza?
Nie ma co tak stawiać sprawy. Kamil był i jest nadzieją polskich skoków, a to ważne, bo ja nie jestem coraz młodszy i coraz trudniej mi się trenuje, a co dopiero wygrywa. A jednak jeszcze się udaje, tak jak w piątek. Znowu czułem się super, tym bardziej, że skakałem u siebie.

To naprawdę nie wytwarza dodatkowej presji?
Czasami tak, bo wiadomo, że kibice chcą zwycięstw. Ale ja zaczynam traktować już Malinkę tak jak Wielką Krokiew w Zakopanem. Jako miejsce, w którym dobrze mi się skakało nawet wtedy, gdy byłem w dołku. Stres jednak jest, nawet po tylu latach. Doświadczenie pomaga też jednak w tym, żeby sobie z nim poradzić.

W sobotę na podium jednak pana zabrakło.
Ale różnica była niewielka. Wszystko przez pierwszy skok. Miałem taki wiatr, który rzadko wiał, straciłem na tym, akurat tyle, że brakło do trójki. To przez to, że byłem liderem, bo zawodnik przede mną miał lepiej (śmiech).

Teraz w Japonii Daiki Ito może przesądzić sprawę. Nie zmieni pan zdania i nie poleci do Azji?
Najważniejsza jest zima, nic się pod tym względem nie zmieniło. A w przygotowaniach do zimy najważniejszy jest wrzesień, bo wtedy zaczyna się coraz mocniejsze treningi. Rok temu go straciłem, bo złapałem kontuzję, na szczęście dogoniłem formę na olimpiadzie (śmiech). Do Japonii nie mam zamiaru lecieć, nasze plany od początku zakładały, że teraz czekają mnie badania w Finlandii i praca z Hannu Lepistoe. Ciągle trzeba szukać najlepszych rozwiązań.

Sprzętowych też?
Wszyscy czegoś szukają. Widać, że Austriacy coś kombinują z wiązaniami, ale czy dlatego słabiej skaczą? Myślę, że oni sami tego nie wiedzą.

Wy też coś testujecie?
A niby po co, jak wszystko tak dobrze idzie? (śmiech)

A może warto byłoby przynajmniej poudawać, że macie jakieś tajemnice?
Chyba tylko dla psychologii, żeby rywale zaczęli główkować o co nam chodzi.

A oni nie udają?
Może i trochę udają. Najpierw Austriacy chodzili w takich okularach, które wyglądały jak 3D, że aż się zastanawiałem, czy dali im do tego telewizory. Potem Niemcy zakrywali tyły nart jakimiś materiałami, inni niby maskowali wiązania. Zobaczymy zimą czy za tym coś się kryje. Bo może być tak jak z Simonem Ammannem i z jego wykrzywionymi wiązaniami. Teraz wrócił do normalnych. Chociaż nie wiadomo, czy to nie jest jakaś gra.

Wszyscy grają i udają?
Trochę tak. Chodzi o to, żeby zdenerwować konkurencję i wprowadzić chaos. My jednak spokojnie robimy swoje.

Słyszał pan o pomyśle Turnieju Trzech Skoczni? Latem mielibyście skakać w Zakopanem, Wiśle i Szczyrku…
Coś tam słyszałem. Byłoby fajnie, bo zawsze jest lepiej skakać u siebie niż jeździć na skocznie za granicą. Tym bardziej, że Wisła jest też świetna do treningów, o czym już wiedzą też inne ekipy, bo coraz więcej ich tu przyjeżdża.

Pana cel na sezon zimowy?
Oddawać po dwa dobre skoki w każdym konkursie (śmiech).

WYNIKI SOBOTNIEGO KONKURSU

1. Kamil Stoch 261,5 pkt (131 m/129),
2. Daiki Ito (Japonia) 248,4 (123,5/129),
3. Tom Hilde (Norwegia) 244,3 (126,5/126,5),
4. Adam Małysz 243,4 (120,5/125),
5. Thomas Morgenstern (Austria) 242,7 (123/124),
6. Dawid Kubacki 234,3 (123/123,5)

… 14. Krzysztof Miętus 224,5 (118,5/122,5)

KLASYFIKACJA GENERALNA LGP
1. Ito, Małysz 380 pkt, 3. Morgenstern 263… 5. Kubacki 185, 6. Stoch 180, 12. Maciej Kot 86, 13. Stefan Hula 85, 18. Miętus 65.

PUCHAR NARODÓW LGP 1.
Polska 1405, 2. Japonia 856, 3. Austria 718

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Kowboje kochają Małysza - śląskie Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3