18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Plantacje wina na Śląsku? Oczywiście, w naszym regionie trwało wielkie winobranie

Katarzyna PiotrowiakZaktualizowano 
W tym tygodniu trwało w naszym regionie wielkie winobranie. fot. Arkadiusz Gola.
Winnica jest jak tatuaż, zostaje na całe życie - mówią winiarze z województwa śląskiego. O Stowarzyszeniu Winiarzy Śląskich i ich planach zorganizowania pierwszej biesiady wina w Ustroniu pisze Katarzyna Piotrowiak.

Regionalne śląskie wino - to nie mrzonki. Etykiety są już gotowe. Winiarze jednak wcale nie myślą o podboju globalnego rynku i produkcji na masową skalę. Chcą mieć własną regionalną markę i marzą, żeby w przyszłości odnaleźć w tym jakiś ekonomiczny sens. Pozostawić coś dzieciom, które dzięki ich wysiłkom i staraniom będą za kilkanaście lat czuły się znacznie pewniej w tej branży.

Piętnastu z nich założyło stowarzyszenie, wyłącznie po to, żeby się wspierać, bo zdają sobie sprawę, że są dopiero na początku trudnej drogi.

- Raczkujemy, ale jesteśmy dobrej myśli. Musimy tylko przygotować się jak najlepiej. Przed nami sporo nauki, szkoleń i spotkań ze specjalistami - tłumaczy Piotr Jaskóła, prezes Stowarzyszenia Winiarzy Śląskich.

Szlify zdobywają w wielu krajach. Nie stronią od wizyt na Morawach, Słowacji, bywają we Włoszech, Niemczech, Austrii, Francji, Hiszpanii i Chorwacji. Niektórzy nawet lecą za ocean, żeby spotkać się ze sławnym enologiem, dla którego winiarz z Polski to nie lada... egzotyka.

Lech Sikora w środę wrócił z Niemiec. Przez kilka dni przebywał nad Mozelą. - Po obu stronach rzeki winnice jak okiem sięgnąć. Fantastyczny widok, ale też klimat mają tam sprzyjający, we wtorek termometry wskazywały jeszcze 19 stop. C, podczas gdy u nas były już przymrozki - opowiada właściciel winnicy "Laguna" z Jastrzębia-Zdroju, od kilku dni skarbnik Stowarzyszenia Winiarzy Śląskich.

W winnicy "Amlinger i Synowie" oceniano wyprodukowane w "Lagunie" zeszłoroczne wino ze szczepu Regent.

- Enolodzy z Nowej Zelandii i Francji byli zaskoczeni, że w Polsce może powstać tak poprawne wino, jak to ujęli "bez specjalnych wad". Jestem naprawdę zadowolony - opowiada uśmiechnięty Sikora.

Jego winnica zajmuje hektar. Winorośle posadził w siedmiu rzędach, liczących po 250 m i nie zamierza na tym poprzestać.

Sikora bardzo poważnie myśli o prowadzeniu winnicy, dlatego oprócz dobrego humoru, przywiózł z podróży także pięć beczek z francuskiego dębu o pojemności 250 l. Kiedy opuszczał Niemcy, złożył zamówienie na większe. Kiedy je dostarczą, w jednej beczce będzie mógł przechować 600 l czerwonego wina. Ma także butelki wyprodukowane w regionie Bordeaux, korek z Portugalii i chorwacką korkownicę.

Pierwsze wino chce sprzedawać na Boże Narodzenie. Jeśli mu się powiedzie, będzie jednym z sześciu winiarzy w Polsce, którym się to udało i pierwszym w województwie śląskim.

Tropem toskańskiej opowieści

Rondo, regent, hibernal, seyval - to nazwy odmian winorośli, które najczęściej można zobaczyć w śląskich winnicach.

Niektórzy uważają nawet, że robienie wina w Polsce to szaleństwo, ale kiedy dwa lata temu posłowie wprowadzili szereg przepisów ułatwiających produkcję wina w pod wspólną nazwą "ustawa winiarska", niewielkie winnice zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu.

- Przepisy może są jeszcze niedoskonałe, ale najbardziej niesprzyjające regulacje zniknęły. Ustawa zwolniła nas z obowiązku posiadania laboratorium, planu zakładu oraz składu podatkowego - mówi Roman Myśliwiec, prezes Polskiego Instytutu Winorośli i Wina z Krakowa, który pierwszy w Polsce założył winnicę.

W ciągu dwóch lat winiarze udowodnili, że uprawa winorośli jest możliwa także w Śląskiem. Są odmiany, które pomimo chłodu dają owoce, dlatego z każdym rokiem powiększają winnice o nawet kilkaset nowych sadzonek. Uczą się. Może się wydawać, że trwa to zbyt wolno, ale branża wie, że pośpiech nie jest wskazany. Pierwsze zbiory można zebrać najwcześniej po trzech latach. W tym czasie trzeba zaopatrzyć się w dębowe beczki, korki, butelki, wyciskarki, urządzenia do usuwania szypułek, wielkie kadzie do fermentacji. Trzeba też uzbroić się w cierpliwość, bo wyprodukowanie własnego wina, które nadawałoby się na sprzedaż, nie jest takie proste. Poza tym, trzeba jeszcze przejść szereg kontroli, oraz sprostać przepisom, układając na przykład kafelki w piwnicy, choć rodzinie marzą się stuletnie pajęczyny na ścianach, jak we francuskich albo włoskich winnicach.

- Wróciliśmy z podróży po Toskanii. Odwiedziliśmy kilka winnic. Kiedy w jednej z nich wyjaśniliśmy 80-letniej Włoszce, że mamy winnicę w Polsce, ta popatrzyła na nas i powiedziała: "Wino z Polski. Hmm, to ciekawe" - opowiada Sylwia Gabryś, żona właściciela Winnicy "Mnich", położonej niedaleko Chybia w powiecie cieszyńskim.

Winiarze z "Mnicha" wyruszyli w podróż śladami książki Ferenca Mate "Winnica w Toskanii", opowieści o marzycielach, którzy chcieli stworzyć winnicę jak z bajki. Do wyjazdu przygotowywali się bardzo długo, do walizek nie wrzucili tylko... korkociągu. Słynnego autora książki, żeglarza i producenta wina, nie spotkali, ale nie żałują. Eteryczna Toskania pozostawiła po sobie miłe wspomnienia.

W środę zakończyli winobranie. To żadna sztuka, po prostu trzeba odciąć kiść i wrzucić ją do kosza.

- Aurora jest lekko słodka, rozpada się w ustach , proszę spróbować - podaje kiść winogron Roman Gabryś.

- Powstaje z niej białe, lekko kwiatowe wino. Latem pijemy je do obiadu - dodaje jego żona. - Zdajemy sobie sprawę, że uprawa winorośli w Polsce niesie ze sobą zwiększone ryzyko ze względu na kapryśną pogodę, a i bukiet wina uzyskuje się inny niż w basenie Morza Śródziemnego, dlatego staramy się zamknąć w butelce wina, trochę ze swojej pasji - mówi.

Winnicę traktują jak taką małą inwestycję na przyszłość, odskocznię od codzienności i... przygodę.

Winnica "Mnich" to na razie 1,2 ha, za rok będą 2 ha.

To największa winnica w województwie śląskim. W tym roku nie nastawiają się na sprzedaż. Podobnie jak większość winiarzy w Polsce, zaprezentują swoje wina w trakcie degustacji. Będą się nimi chwalić w sezonie zimowym podczas pierwszej biesiady wina w Ustroniu, na wzór święta młodego wina beaujolais. Termin biesiady dopiero ustalą.

Na razie do testowania wina zapraszają znajomych. Ostatnim razem napełnili kieliszki winem z Francji, Włoch, Hiszpanii oraz własnym. - Nie zorientowali się, że dostali do degustacji nasze wino. Zakwalifikowali je do hiszpańskich wyrobów - mówi z zadowoleniem Sylwia Gabryś.

Za kilka lat wino i przepisy się dotrą

Wina jeszcze w sprzedaży nie ma, ale śląscy winiarze chcą kontrolować rynek. Po co? - Żeby go nie popsuć i dbać o parametry jakości produkcji. Każde wino powinno mieć swój paszport i pełną dokumentację, bo w tym wypadku nie chodzi o wino działkowca - odpowiadają.

W Stowarzyszeniu Winiarzy Śląskich jest piętnaście osób z ośmiu winnic, znajdujących się w powiecie cieszyńskim, Jastrzębiu-Zdroju oraz na granicy Katowic i Mysłowic. Procedury rejestracji zakończyły się w zeszłym tygodniu. - Wspólnie łatwiej nam będzie zwracać się do polityków z wnioskiem o dalsze ułatwienia, ponieważ nadal niewielu z nas jest w stanie przebrnąć przez gąszcz przepisów - przekonuje Sylwia Gabryś. - Myślę, że za kilka lat się to wszystko dotrze, łącznie z przepisami. Dojrzeje tak jak wino.

Piotr Jaskóła także jest dobrej myśli. - Świat się zmienia. Skoro Anglicy mogli wyprodukować pierwsze wino musujące, to dlaczego my nie moglibyśmy wypuścić na rynek pierwszego śląskiego wina. Musimy tylko zakasać rękawy. Szkoda, że nie mamy w Polsce studiów enologicznych, tak jak w innych krajach - mówi Jaskóła.

Śląskie ma winny potencjał

Winiarze muszą się także nauczyć podstaw marketingu. Niektórzy z nich wzorem innych krajów odwołują się do przeszłości swoich małych ojczyzn, tak jak "Mnich", którego nazwa ma prawdopodobnie związek z dawnym zakonem św. Franciszka.

Roman Myśliwiec tłumaczy, że w województwie śląskim nie brakuje dobrych terenów pod uprawę winorośli.

- Kiedy ostatnio odwiedziłem Śląskie, zdziwiłem się nawet, że tych winnic jest tak mało. Uważam, że ten region ma potencjał, tak jak Podkarpacie, Dolny Śląsk i Małopolska. Dlatego dobrze się stało, że założyli stowarzyszenie - mówi Myśliwiec.

Jak tłumaczą właściciele śląskich winnic, ich największym atutem będą wina ekologiczne i możliwość ich degustacji w miejscu produkcji. - U nas nie stosuje się ciężkiej chemii - zapewniają.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Plantacje wina na Śląsku? Oczywiście, w naszym regionie trwało wielkie winobranie - śląskie Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3