Stop niskiej emisji: to jest społeczne przebudzenie

Elżbieta TwórzZaktualizowano 
Z ANDRZEJEM PILOTEM, prezesem WFOŚiGW w Katowicach o programie walki z niską emisją.

Katowicki Fundusz jest instytucją wdrażającą program ograniczenia, a nawet wyeliminowania niskiej emisji. W mijającym sezonie efektów jakoś nie widać, a właściwie „widać” - smog nad śląskimi miastami. Jak długo jeszcze?
To nie jest program, który można zrealizować w ciągu kilku miesięcy, a nawet roku czy dwóch. To jest proces kilkuletni i aby osiągnąć efekt w postaci czystego powietrza nad Śląskiem - wszystko, nie tylko w sferze finansowej, musi być dopięte „na ostatni guzik”. I właśnie od ubiegłego roku to robimy. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że z dniem pozyskania pieniędzy w ramach programu, jak za „dotknięciem czarodziejskiej różczki” nie poprawi się jakość powietrza. Bo trzeba przecież jeszcze te pieniądze zainwestować i daną inwestycję zrealizować. Po drugie, ten projekt - jeśli chodzi zarówno o zakres, jak i o spectrum działania - jest ogromny. To jest 81 podmiotów samorządowych, 73 gminy subregionu centralnego i 8 powiatów ziemskich, czyli jest to nieprawdopodobna skala działania i nieprawdopodobne przedsięwzięcie do wykonania.

To jasne, ale skoro mówi pan, że „idziecie do przodu”, to jak daleko w stosunku do ubiegłego roku?
Jest już wstępny harmonogram działań dotyczących programu kompleksowej likwidacji niskiej emisji. Zacznijmy może jednak od doradców energetycznych, którzy zostali przeszkoleni i już pracują w terenie, czyli z samorządami. Mamy pięciu doradców, którzy zajmują się oceną Programów Gospodarki Niskoemisyjnej przysyłanych do weryfikacji zarówno z NFOŚiGW, jak i z gmin. Niektóre odsyłamy do poprawy, a pozytywnie zweryfikowane - do zatwierdzenia. Chciałbym dodać, że katowicki Fundusz sam również finansuje Programy Gospodarki Niskoemisyjnej. Już 36 samorządów z naszego regionu złożyło u nas wymagane wnioski i decyzją zarządu około 800 tys. zł przyznano już na ten cel.

To dużo dla gminy?
Tak, bo to są pieniądze dotacyjne, czyli bezzwrotne. To spory zastrzyk finansowy i niemałe wsparcie, chociażby dlatego, że gmina nie musi wydać pieniędzy ze swojego budżetu. To istotne również dlatego, że Program Gospodarki Niskoemisyjnej jest warunkiem koniecznym, aby samorząd mógł ubiegać się o fundusze unijne, m.in. na walkę z niską emisją. Muszą w nim być ujęte wszystkie inwestycje, które mają być przedmiotem dofinansowania. Po to też niezbędni są doradcy pracujący w terenie. Będą przeglądać to, co gminy już zrobiły i ewentualnie wskazywać, czego jeszcze brakuje. Wiadomo, gminne programy powstają też na bazie konsultacji społecznych - swoje propozycje zgłaszają np. przedsiębiorcy. Inwestycje uwzględnione przez dany samorząd ujęte zostają w PGN-ach. Doradcy są po to, żeby pomagać, wspierać, uzupełniać… Taka jest ich rola i myślę, że warto było w naszych doradców - ekspertów zainwestować. Co tu kryć, to jest korzystne dla wszystkich zainteresowanych i jest to również dobra promocja Funduszu.

Samorządy nie mają problemów z uzyskaniem pomocy?
Fundusz takich problemów nie stwarza. Mało tego, objęte programem gimny są przydzielone obszarowo do pięciu doradców. Beskidy, częstochowskie, centrum aglomeracyjne, Zagłębie i ROW - każdy obszar ma swojego doradcę energetycznego.

To jak pan widzi kalendarz, jeśli chodzi o składanie wniosków?
Zgodnie z obietnicą, w II oraz III kwartale tego roku zostaną już rozpisane nabory. Ocena wniosków o dofinansowanie to III i IV kwartał, zawieranie umów - 2017 rok. Tak „układa się” ten kalendarz. Najprawdopodobniej najpóźniej rozpocznie się to w obszarze spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych, bo w ich przypadku będą musiały być zastosowane także instrumenty zwrotne. Natomiast jeśli chodzi o modernizację i budowę sieci ciepłowniczej, na co będzie w programie najwięcej pieniędzy, którymi WFOŚiGW jako instytucja wdrażająca, będzie zarządzał, a beneficjentami będą przedsiębiorstwa ciepłownicze, to jesteśmy już bardzo zaawansowani i myślę, że lada dzień, zainteresowani będą mogli składać wnioski o dofinansowanie. Jesteśmy w kontakcie ze wszystkimi przedsiębiorstwami ciepłowniczymi, które kwalifikują się do udziału w programie i tutaj pieniądze mogą być uruchomione najszybciej.

Ile macie w sumie pieniędzy?
Na trzy poddziałania jest prawie miliard złotych.

Powiało optymizmem, bo to niemałe pieniądze...
To prawda, niemałe, ale wszystkiego nie rozwiążą. Oczywiście, są bardzo ważne w walce z niską emisją, ale równie ważna jest edukacja. Te dwa elementy de facto bez siebie nie istnieją.

Dlaczego pan tak sądzi? Edukujemy się od lat, a teraz są wreszcie konkrety, czyli pieniądze...
Zaznaczyłem przecież, że są bardzo istotne, ale obojętnie -czy będą pochodzić z Regionalnego Programu Operacyjnego, z puli przeznaczonej na poprawę efektywności energetycznej, w tym też na poprawę jakości powietrza, czy zostaną pozyskane z Funduszu w ramach kompleksowego programu likwidacji niskiej emisji, to jeszcze muszą być właściwie wykorzystane, ze zrozumieniem celu i potrzeb, przez mieszkańców.

A niska emisja to jest co?
To jest niski komin, czyli budownictwo jednorodzinne. Tu musimy szukać rozwiązań. Jedno znaleźliśmy. Dlaczego podpisaliśmy porozumienie z marszałkiem? Dlatego, że UE już nie przewidziała dofinansowywania do wymiany kotłów węglowych, jedynie termomoderni-zację w połączeniu z podłączeniem do sieci ciepłowniczych. A nie wszędzie da się to zrobić i nie wszyscy chcą. Porozumienie polega na tym, że tam, gdzie pali się w tzw. śmieciuchach czy kachlokach, będzie możliwość skorzystania z dotacji jeszcze w oparciu o nasze środki statutowe i my będziemy dofinansowywać wymianę pieców. Dopiero te „puzzle”, bo unijni urzędnicy nie przewidzieli, że nie wszyscy będą podłączeni do sieci ciepłowniczej, dadzą systemową całość.

Całość razem z edukacją?
Oczywiście, ale dobrze prowadzoną i wciąż wzmacnianą, chociażby przez autorytety. A takie mamy po swojej stronie. Przykładem może być spotkanie w Brennej z dziekanami, co stanowiło zapowiedź tego, co „podziało się” 15 listopada - mówię o listach pasterskich abp. Wiktora Skworca i czterech biskupów diecezjalnych, gdzie ponowiono apel z Piekar i poruszono problem ochrony powietrza.

A efekt? Wierni wysłuchali, „przeżegnali się” i… śmieci do pieca?
Być może nie ma stuprocentowego efektu, a nie ma - pokazał to ostatni sezon grzewczy. Nie znaczy to jednak, że nic dobrego się nie stało. Myślę, że dzięki apelom autorytetów i stawianiu na edukację następuje przebudzenie społeczeństwa. Chcieliśmy zainspirować debatę społeczną i jestem przekonany, że to się udało.

Rozmawiała: Elżbieta Twórz

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Stop niskiej emisji: to jest społeczne przebudzenie - śląskie Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3