Co robię? Klnę. Do siebie, pod nosem - syczy Tomek, harujący na budowie. Motorniczy Andrzej ociepla herbatę w słoiku na grzejniku w kabinie zabytkowego tramwaju. Tak w obliczu nieludzkich mrozów radzą sobie ludzie dobrej roboty. Są wśród nas tacy, którzy przy minus 20 muszą zrobić coś za tych, którzy w swoich biurach mają plus 20.

Pani Ania sprzedaje kwiaty i znicze w Bytomiu. Z koleżanką siedzi w takim namiociku, w którym działkowicze latem obżerają się kiełbasami z grilla, chroniąc głowy przed słońcem. Zaczynała handlować, gdy premierem był Jerzy Buzek, a Budka Suflera świętowała premierę niezapomnianej ballady "Wszyscy święci balują w niebie". Pani Ania pamięta jedną gorszą zimę, odkąd prowadzi interes.

- Cztery lata temu. Żeby postawić namiot, trza było pół godziny śnieg odgarniać - wspomina.
W namiociku nie grzeją. Jeden znicz się pali, ale to tylko po to, żeby klienci zobaczyli, że to nie szajs, że się nie kopci. Namiocik najwyżej krztynę przed wiatrem chroni. Ale gdy wieje jak pies i mróz trzyma za twarz, trzeba radzić sobie inaczej. W roboczym uniformie pani Ania wygląda ździebko egzotycznie. Jak kobieta w krajach, w których o mrozach Szeherezada opowiada bajki, klientom pokazuje tylko oczy.

Czytaj o rekordowych temperaturach i zobacz, jaka będzie prognoza pogody na najbliższe dni


*NAJZABAWNIEJSZE ŚLĄSKIE SŁOWA - WYNIKI PLEBISCYTU
*WALCZYMY O USTAWĘ METROPOLITALNĄ - POZNAJ EFEKTY
∨ Czytaj dalej

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez POLSKAPRESSE Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!