18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

25 lat temu w zabrzańskim szpitalu po raz pierwszy przeszczepiono serce

Agata Pustułka
Wspaniały team Zbigniewa Religi (uśmiecha się cudownie w środku), tuż po pierwszym przeszczepie.
Wspaniały team Zbigniewa Religi (uśmiecha się cudownie w środku), tuż po pierwszym przeszczepie. ot. archiwum fundacji rozwoju kardiochirurgii.
Po pierwszym przeszczepie praktycznie zamieszkali w szpitalu. Nie odstępowali pacjenta na krok. Religa, Zembala, Bochenek - romantyczni bohaterowie polskiej medycyny. 25 lat temu o 7.15 w zabrzańskim szpitalu rozpoczęła się operacja, którą można porównać do lądowania na Księżycu - pisze Agata Pustułka.

Jezus Maria, ja żyję - to były pierwsze słowa pierwszego Polaka, któremu przeszczepiono serce. Józef Krawczyk, ciężko schorowany rolnik z Krzepic, bez wahania wyraził zgodę na transplantację, bo tylko ona mogła przedłużyć mu życie. Ten pracowity, skromny człowiek wtedy jeszcze nie wiedział, że przejdzie do historii polskiej medycyny. - Znałem go od dziecka i nie ukrywam, że mam swój udział w wyborze właśnie jego do pionierskiego przeszczepu. Pan Józef był sąsiadem rodziców. Gdy z moimi małymi wtedy dziećmi Michałem i Joasią przyjeżdżałem na wakacje w rodzinne strony, często zapuszczaliśmy się do gospodarstwa państwa Krawczyków. Podziwialiśmy jego wielkie domowe zoo, w którym było wszystko - konie, krowy, śliczne małe owieczki i bardzo zadbany ogród, przylegający do pięknych kolorowych łąk nad Liswartą - przypomina prof. Marian Zembala, dziś dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, wtedy świetnie zapowiadający się kardiochirurg. Docent Zbigniew Religa ściągnął go na Śląsk z Holandii. Tam Zembala widział pacjentów po transplantacjach. Religa przedstawił ofertę nie do odrzucenia. Chciał gonić świat, napisał mu w liście, że też będą robić akie operacje. Uparcie kompletował swój dream team. I miał niesamowitego nosa do ludzi. Jednym z filarów zespołu, który szybko zgrał się jak wiedeńska orkiestra, został dr Andrzej Bochenek. W drużynie Religi znalazł się dr Romuald Cichoń, Jerzy Wołczyk, Bogusław Ryfiński.
Po spotkaniu z Religą Cichoń jest zachwycony. - Mówiąc szczerze myślałem sobie, że jeśli w pięćdziesięciu procentach sprawdzi się, co ten facet mówi, to będzie rewelacja. Rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

Wszyscy byli świetnie, teoretycznie przygotowani do przeszczepiania serc. Mistrzowie w swoim fachu. Czekali tylko na swój czas. Serce Krawczyka było już niewydolne. Na pół roku przed operacją przestało reagować na leki. Ono nie mogło już czekać.

***

5 listopada 1985 roku. Zabrze. Punktualnie o 7.15 pierwszy zespół chirurgów (Zembala, Ryfiński) przystępuje do pobrania serca od dawcy. To 20-letni chłopak, Włodzimierz, ofiara wypadku samochodowego. Informacje o tym, że to właśnie jego serce nadaje się idealnie dla Krawczyka przekazują docentowi Relidze jego koledzy ze szpitala Wolskiego z Warszawy. Wiedzą, że wręcz obsesyjnie myśli o przeprowadzeniu operacji. To właśnie to pragnienie wygnało go na Śląsk. Przyjechał do Zabrza z Warszawy, bo jego szef prof. Wacław Sitkowski nie pozostawił mu złudzeń. - Zrobisz transplantację tylko w dwóch przypadkach - albo jak umrę, albo jak pójdę na emeryturę.

***

Ambitny i piekielnie odważny Religa wolał odejść niż się kłócić. Sitkowski miał do emerytury jeszcze z dziesięć lat! "Ja chciałem być niezależny, stworzyć taki zespół, jaki sobie wymyśliłem, i robić te przeszczepy" - powiedział Religa w jednym z wywiadów.

Sitkowski bał się też porażki i histerycznych komentarzy mediów, jakie pojawiły się po tym, gdy 4 stycznia 1969 roku prof. Jan Moll przeprowadził nieudaną transplantację. Na długi czas zaprzestano operacji. Czternaście lat później Religa bez wahania wsiadł do śmigłowca, poleciał do stolicy i po rozmowie z matką Włodka otrzymał zgodę, by jej syn uratował chorego z Zabrza.

- Dziś serce przewozimy w specjalnych pojemnikach. Wtedy do Zabrza przywieźliśmy pacjenta - wspomina dr Jerzy Wołczyk.

Religa krążył między salami operacyjnymi. To on miał przenieść serce. Przy wszczepieniu asystował mu Bochenek. - Nigdy potem nie widziałem tak skupionego Religi jak tego właśnie dnia - mówi prof. Andrzej Bochenek. - Kiedy patrzyłem na puste miejsce w klatce piersiowej pacjenta byłem przerażony. Myślałem sobie - Boże, niech mu się uda.

Cała Polska wstrzymała oddech. I wreszcie serce podjęło wydolną akcję. - To było dla nas nowe i niesamowite odkrycie. Przecieraliśmy szlaki i byliśmy tego świadomi - wyjaśnia prof. Zembala. Wszystko było pierwsze - widok serca pobranego, widok pustej klatki po wycięciu serca uszkodzonego. - Do tych obrazów dojrzewaliśmy przy kolejnych przeszczepach. Poruszające się nowe serce ma w sobie jednak pewną tajemnicę, jakby zmartwychwstania, niepojętą, ale namacalną. Taką prawdziwą - dodaje Zembala. - Zawsze to czuję, gdy zaczyna bić w kolejnym pacjencie.

Operacja Krawczyka trwała kilkanaście godzin. - Dzień zmieszał się nam z nocą - mówi prof. Bochenek. Nie wychodzili ze szpitala przez cztery dni. Romantycy zawodu. Wyjątkowe pokolenie lekarzy. - Myśmy wtedy w szpitalu mieszkali, żyli, pracowali, bo i co można było więcej wtedy w Zabrzu robić? Nic, tylko pracować - uśmiecha się prof. Zembala.

***

Józef Krawczyk widzi się z bliskimi. Jest szczęśliwy. Pielęgniarki, wyjątkowe, bo zabrzańskie, nie spuszczają go z oczu. 24-godzinne czuwanie przy pacjencie przyłączonym do maszynerii, która nie może być wszechmocna.

***

Jolanta Wszołek, dziś szefowa Pracowni Biologicznej Zastawki Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii, była wówczas pielęgniarką instrumentariuszką. Po latach pamięta tamte wydarzenia jako ciąg wydarzeń, które zmieniły życie każdego, kto znalazł się na sali operacyjnej z prof. Religą. - Operatywa odbywała się w systemie ciągłym, blok nie odpoczywał. Każdy z nas czuł się ważny, miał swoje miejsce w tym zespole.

W całym szpitalu panowała euforia zmieszana z niepewnością. Religa pękał z dumy, dopiął swego. Niestety, w szóstej dobie pojawiły się powikłania - niewydolność nerek, zatrzymała się diureza, zbyt szybko narastał poziom potasu. Chory stracił świadomość. Siódmego dnia dołączyły się zaburzenia krzepniecia. - Tego nie zdołaliśmy już opanować - mówi prof. Zembala. Ósmego dnia pacjent zmarł.

Ale Religa rozpoczął nową epokę i nic go nie potrafiło zatrzymać. - Oprócz kontuzji kręgosłupa, który wskutek ogromnego wysiłku po prostu nie wytrzymał, Wtedy zaniepokojeni pytaliśmy profesora, co robić jak będzie dawca. O

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie