Brak wody w beskidzkich schroniskach górskich. Turysto, uważaj! Po wędrówce możesz się nie wykąpać!

Witold Kożdoń
Schronisko na Rycerzowej
Schronisko na Rycerzowej
Turysto! Jeśli wybierasz się na wędrówkę beskidzkimi szlakami i planujesz nocleg w schronisku lub górskim pensjonacie, licz się z tym, że po całym dniu marszu nie będziesz mógł wziąć tam prysznica. Suche lato sprawiło, że w wyżej położonych osiedlach wody po prostu brakuje.

Najgorzej jest jednak wysoko w górach, czyli tam, gdzie jesienną porą lubimy chodzić najbardziej.

- Modlimy się, by w końcu spadł porządny deszcz - mówią górale.

Co zamykać? Prysznice czy może toalety?

Popularna bacówka PTTK na Wielkiej Rycerzowej w Ujsołach wodę dowozi beczkowozem, a do przyrządzania posiłków używa wody mineralnej, którą kupuje w sklepach.

- Z powodu suszy musieliśmy zamknąć łazienki, a z toalet turyści mogą korzystać jedynie na zewnątrz - mówi Małgorzata Suchoduł, pracownik schroniska. I dodaje: - Żeby jednak być w porządku wobec turystów, obniżyliśmy ceny noclegów.
Dodaje, że winne jest tegoroczne lato.

- W górach nie pada już od miesiąca i nasze źródło wyschło. Taka sytuacja powtarza się po raz trzeci w ciągu 15 lat. Ale niejedyni borykamy się z tym problemem - stwierdza.

Przez dwa tygodnie natryski były zamknięte w bacówce na Krawcowym Wierchu.

- Brak wody spowodował, że stanęliśmy przed wyborem: zamknąć toalety czy prysznice. Teraz jeden z dwóch natrysków już działa, ale każdego turystę prosimy, by brał raczej szybki natrysk niż długą kąpiel - usłyszeliśmy w schronisku.

Turysta: zapłaciłem, więc żądam wody

Właściciele schronisk wobec braku wody muszą radzić sobie na własną rękę, wynajmując beczkowozy lub dostawców wody. Goprowcy pomagają tylko w ekstremalnych sytuacjach, jak np. podczas powodzi w 1997 roku, czy w 2005 r., gdy Wielka Puszcza była odcięta od świata. Dlatego górale są zgodni - jeżeli jesienią porządnie nie popada, a przyjdą szybko mrozy, może się okazać, że bez wody będą musieli spędzić nawet pół zimy, mimo że wokoło będzie leżał metr śniegu. Sytuacja jest tak zła, że w sierpniu wójt Istebnej Danuta Rabin zaapelowała do mieszkańców korzystających z gminnych wodociągów, by oszczędzali wodę.

- Podlewanie ogródków, napełnianie basenów oraz mycie samochodów w takiej sytuacji jest niedopuszczalne - mówiła.

Rabin przekonywała, że tak źle, jak obecnie, nie było w Istebnej nawet jesienią ubiegłym roku, gdy górale zmagali się z suszą.

- Dzisiaj mamy zupełną katastrofę i ostatnie deszcze niczego nie zmieniły. W górach jest przerażająco sucho. Nasi mieszkańcy wiedzą, że muszą oszczędzać wodę, bo nigdy nie było jej u nas dużo. Ale przyjezdnych to nie interesuje. Gdy słyszę "zapłaciłem i żądam", od razu szukam czegoś na uspokojenie - załamywała ręce.

Prowadzący schroniska podkreślają, że turyści są zazwyczaj wyrozumiali. Choć zdarzają się tacy z postawą roszczeniową.

Tłum turystów to aż 300 kubików wody na dobę

O oszczędne gospodarowanie wodą zaapelowali również członkowie Spółki Wodnej w Brennej.

- Niestety, takie prośby odnoszą niewielki skutek - przyznaje Franciszek Rudzicki, wiceprezes Spółki Wodnej w Brennej. - Niedawno ucieszyłem się, bo w końcu zaczęło padać, ale opady deszczu trwały może 15 minut. I koniec. Tymczasem, aby sytuacja uległa poprawie, musiałby porządnie lać co najmniej przez kilka dni - przekonuje.

Sytuację związaną z kryzysem wody w górach ratuje nieco fakt, iż sezon turystyczny powoli dobiega końca i gości w Beskidach jest już mniej niż w lipcu czy sierpniu.

- Gdyby wakacje trwały dalej, wody już byśmy nie mieli - mówi Rudzicki. - W szczycie sezonu zużycie wynosiło bowiem 300 kubików na dobę, teraz natomiast spadło do 200. To tylko nieznacznie poprawiło sytuację. Bo w dalszym ciągu jest ona kiepska - dodaje.

Jest pogoda, to i ludzi w górach więcej

Tymczasem wrześniowa aura zachęca do górskich wędrówek, tym bardziej że sprzyja temu słoneczna pogoda.
- Warunki na szlakach są dobre, można chodzić. Trzeba jednak pamiętać, że dzień się skraca i wycieczki należy tak planować, by przed zmrokiem zdążyć. Albo przygotować się i wziąć ze sobą latarkę - mówi Łukasz Twardowski, ratownik dyżurny Beskidzkiej Grupy GOPR ze szczyrkowskiej stanicy.

Turyści najchętniej wybierają szlaki w rejonach dużych górskich miejscowości i górskich kolejek. Wielu najpierw wspina się, potem woli zjechać na krzesełku. Tak jest w rejonie Skrzycznego, Szyndzielni i Klimczoka, Czantorii i Równicy.
Goprowcy radzą turystom, by wybierając się w góry sprawdzili prognozę pogody, bo jesienią aura potrafi szybko się zmienić. Nade wszystko wybierając się w góry, trzeba się dobrze przygotować - mieć odpowiednie buty górskie, ciepłe ubranie i - to nie żart - czapkę i rękawiczki.

- O tej porze w górach już jest zimno. W piątek rano na Markowych Szczawinach i Hali Miziowej było raptem 6 stopni powyżej zera. A jeśli do tego dojdzie wiatr, to naprawdę robi się bardzo chłodno - przestrzega Łukasz Twardowski.

Współpraca:
Łukasz Klimaniec

Tajemnica Marchewki

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek
84 zł/dobę z obiadokolacją to troche za drogo po co ta reklama i dla kogo bo nie dla oszczędnego turysty ani studenta
l
lol
Przecież mieliśmy hektary zbiorników retencyjnych - w ostatnich latach masowo zostały wycięte. Nie ma lepszego sposobu na zatrzymanie wody w górach.
Schronisko na szczycie góry raczej ma marne szanse na potok z wodą :/ prędzej maleńkie źródełko gdzieś pod szczytem
ł
łocywisty
No cóż, minęły lata z potokami rwącej wody. Trza było robić jak ci w Alpach. -zbiorniczki retencyjne, a nie płakać na pogodę.
Dodaj ogłoszenie