Józef Makal - mistrz śląskiej fotografii [ZOBACZ HISTORYCZNE ZDJĘCIA]

Aldona Minorczyk-Cichy
Te współczesne aparaty są jak karabiny maszynowe. Cyfrówka? Nie dla mnie - mówi Józef Makal, mistrz śląskiej fotografii.

Mistrz został właśnie uhonorowany Wielkim Splendorem Śląskiej Fotografii Prasowej. - To nagroda przyznawana przez Bibliotekę Śląską dla fotoreportera o ogromnym dorobku twórczym, cieszącym się w środowisku dziennikarskim niepodważalnym autorytetem, którego dokonania znacznie wzbogacają współczesną kulturę Polski - podkreśla prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej.

Zaraz po II wojnie światowej Józek Makal zatrudnił się na kolei jako geodeta. Już wtedy zawsze przy sobie miał aparat fotograficzny. - Uwielbiałem podglądać rzeczywistość - mówi Makal.

Dzisiaj nazywany jest śląskim Henry Cartier-Bressonem. Tak jak Francuz mógł stać się legendą światowej fotografii. Niestety, urodził się w niewłaściwym miejscu Europy, bo za "Żelazną Kurtyną". Ale i tak wykorzystał swoją szansę. Przeżył w zawodzie fotoreportera wszystko, co najlepsze. Na własne oczy obserwował wydarzenia, które zaważyły na naszej historii, ludzkie tragedie, ale i wzloty. Był wielokrotnie nagradzany, w tym w konkursie World Press Foto. Jego wystawy można było oglądać w całej Europie. Z czego jest najbardziej zadowolony?

- Ze zdjęć Fidela Castro, Charlesa de Gaulle'a i kanclerza Niemiec Helmuta Schmidta. Fantastycznie wspominam też spotkanie z Jurijem Gagarinem. Ci ludzie nie byli wtedy izolowani od dziennikarzy. To się zaczęło dopiero po zamachu na prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego - wspomina Józef Makal.

W jego kolekcji brakuje zdjęć ze stanu wojennego. - Zabrali nam aparaty i zamknęli w pancernej szafie. Wydawanie "Dziennika Zachodniego", w którym pracowałem, zawieszono na 3 miesiące - opowiada.

CZYTAJ: ROZSTRZYGNIĘTO KONKURS "ŚLĄSKA FOTOGRAFIA PRASOWA 2010"

Odwiedził za to każdą kopalnię w kraju. Także podczas protestów górniczych. - Kiedy robiłem zdjęcia na dole w kopalni Paryż - wybuchł pożar. Uciekałem przed nim razem z górnikami. Kiedy opowiedziałem to szefowi w redakcji, usłyszałem: "Szkoda, że ci się udało. Zrobiłbym z tego całą stronę" - wspomina mistrz.

Tylu międzynarodowych nagród jak Józef Makal nie ma żaden śląski fotoreporter. Dlaczego?
- Te wasze współczesne aparaty fotograficzne są jak karabiny maszynowe. Zdjęcie robione na kliszy wymagało zastanowienia i precyzji. Cyfrówka? To nie dla mnie - podkreśla.
Kiedy jego wystawa "Jeden dzień na Śląsku" na początku lat 80. jechała do Paryża, na otwarcie wybrał się szef wydawnictwa. - Ja mogłem wybrać się tam później - autokarem przylepiony do Zespołu Pieśni i Tańca "Dąbrowiacy" - wspomina.

Ta wystawa to jego duma. Pokazywała po prostu życie. Od porodówki do cmentarza. Były też portrety. Między innymi prof. Zbigniewa Religi z papierosem w ręce.
- Był trochę zły na mnie za to zdjęcie. Pytał: "Józek, coś ty tam dał?" Ale z drugiej strony taki właśnie był. Wiecznie z papierosem - mówi fotoreporter.

Fotografował przyjazd do Polski śpiewaka Jana Kiepury, tancerki Josephiny Baker, kosmonauty Jurija Gagarina. Zrobiłby jeszcze wiele fantastycznych zdjęć, ale... No właśnie. Ma duże problemy ze wzrokiem. Pogarsza się mimo operacji. - A jeszcze rok temu fotografowałem Wenecję. Może jednak uda się zrobić kolejną wystawę - dodaje. Ma 84 lata, wspaniałe wspomnienia i wielkie plany.

Bon na kulturę. Do wydania 400 euro!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie