Prof. Figlerowicz: Powstawanie nowych wariantów koronawirusa nie jest zaskoczeniem, czy niezwykłym zjawiskiem

Nicole Młodziejewska
Nicole Młodziejewska
Prof. Marek Figlerowicz, szef Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.
Prof. Marek Figlerowicz, szef Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Łukasz Gdak
Prof. Marek Figlerowicz, szef Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu wyjaśnia, skąd biorą się nowe warianty i mutacje koronawirusa, czy są one bardziej zakaźne od tej, którą do tej pory znaliśmy oraz jak będą na nie działały szczepionki.

Ostatnio wiele mówi się o nowych wariantach koronawirusa i występujących w nim mutacjach. Jak wiemy, zmianom ulega m.in. wirus grypy, dlatego co roku powstają nowe szczepionki na grypę. Czy zatem takie zmiany są też normalne dla koronawirusów?

Prof. Marek Figlerowicz: Koronawirusy, podobnie jak ortomyksowirusy, których przedstawicielem jest wirus grypy, należą do tzw. wirusów RNA – co oznacza, że ich genom zbudowany jest nie z DNA, lecz z RNA. Jedną z cech charakterystycznych wirusów RNA, jest niezwykła zmienność genetyczna – stanowi ona podstawowy element strategii, jaką wirusy RNA wykorzystują, by przetrwać w zmieniających się warunkach środowiskowych.

Czy to znaczy, że wirus zmienia się również w naszym organizmie?

Zaraz po wniknięciu do naszego organizmu wirus zaczyna się namnażać. W przypadku niektórych wirusów RNA w ciągu jednego dnia w organizmie pojedynczego chorego może powstać wiele miliardów wirusów potomnych. Jedynie niewielka ich cześć jest dokładną kopią wirusa „rodzicielskiego” wszystkie pozostałe to nowe warianty, które mogą wykazywać nieco inne właściwości. W organizmie chorego ta ogromna pula, podobnych, ale nieidentycznych wirusów zostaje poddana selekcji. Dalej namnażane i przekazywane do kolejnych osób są jedynie te najlepiej przystosowane, czyli np. takie, które są najbardziej infekcyjne, potrafią umknąć przed odpowiedzią immunologiczną, czy są niewrażliwe na stosowane leki. Wszystko to sprawia, że walka z wirusami RNA jest niezwykle trudna. Powstawanie nowych wariantów wirusa SARS-CoV-2 nie jest więc żadnym zaskoczeniem, czy niezwykłym zjawiskiem.

W ostatnich dniach świat obiegła informacja o nowej brytyjskiej odmianie koronawirusa. Podobno jest ona dużo bardziej niebezpieczna niż ta, którą już znamy. Czy to prawda i czy jest się czego obawiać? Co wiemy o tym wariancie i występujących w nim mutacjach?

O wspomnianym wariancie brytyjskim wiemy tyle, że ma on kilka specyficznych mutacji, jest bardziej zakaźny niż występujące wcześniej, wydaje się więc być dokładnie takim wariantem, jakiego należało się spodziewać. Co więcej, powinniśmy się spodziewać, że jest on łagodniejszy od pierwotnych wariantów.

Dlaczego?

Przyczyna jest dość oczywista. Wyobraźmy sobie, że powstał nowy wirus i zainfekował on pierwszą osobę. W trakcie infekcji wytworzonych zostaje wiele wariantów. Zawsze musi być tak, że zdecydowana ich większość jest gorzej przystosowana do warunków środowiskowych niż wirus rodzicielski, stąd ginie. Niewielka pula jest identyczna jak wirus rodzicielski, dodatkowo powstaje jeszcze szereg nowych wariantów, np. bardziej zjadliwych, bardziej infekcyjnych itd. Te, które są bardziej zjadliwe, wywołują ostre symptomy choroby, co prowadzi do izolacji a niekiedy śmierci osoby zakażonej. W rezultacie zjadliwy wariant ma coraz mniejsze szanse by się rozprzestrzenić. Tymczasem warianty mniej zjadliwe mogą nie wywoływać symptomów choroby, przez co zakażenie nie zostaje zdiagnozowane, chory kontaktuje się z dużą liczbą osób i dalej przekazuje wirusa. Rezultat jest taki, że najszybciej rozprzestrzeniają się warianty najmniej zjadliwe i najbardziej zakaźne. W ten oto naturalny sposób dochodziło w przeszłości do wygaszenia wielu pandemii. Przecież kiedyś nie było szczepionek ani leków przeciwwirusowych. Gdyby nie dochodziło do takiej selekcji, może i bardzo zakaźnych, ale za to mniej zjadliwych wirusów mielibyśmy niewielkie szanse na przetrwanie, podobnie jak i wiele innych organizmów żywych. Wisusy jako obligatoryjne pasożyty, także mogą przetrwać jedynie wówczas, gdy przetrwają ich żywiciele.

To jednak nie jedyny wariant, jaki udało się odkryć. Przeprowadzone ostatnio badania w Białymstoku wykryły 12 nowych wariantów koronawirusa. Ile jeszcze jest takich odmian – czy jesteśmy w stanie to oszacować i czym one się charakteryzują?

Takich wariantów jest zapewne bardzo dużo. W ostatnim czasie analizowaliśmy, ile wariantów występuje w organizmie pojedynczego chorego. W tym celu wykorzystaliśmy zdeponowane w międzynarodowych bazach danych wyniki głębokiego sekwencjonowania genomowych RNA SARS-CoV-2. Dysponowaliśmy wynikami uzyskanymi dla ok. 10000 próbek, z których każda wyizolowana została od pojedynczego pacjenta. Wnioski nie były zaskakujące – wykrywaliśmy od kilku do ponad dwudziestu wariantów u każdego chorego. Zdecydowana większość tych wariantów ma podobne właściwości nie stanowi zatem dodatkowego zagrożenia. Co jakiś czas może jednak zostać wygenerowany wariant posiadający jakąś nową cechę, dzięki której może on zacząć dominować w populacji. Tak jak już wspomniałem, najprawdopodobniej powinien on być mniej zjadliwy, ale za to bardziej zakaźny. Nie można jednak wykluczyć, innych scenariuszy.

Czy przed tymi wariantami trzeba chronić się jakoś inaczej, bardziej?

Myślę, że zasady ochrony są zawsze takie same, bo czym też więcej możemy dysponować. Najpewniejszy sposób to izolacja. Trudno jednak trwać w niej bez końca. Pozostają zatem maseczki, częste odkażanie rąk oraz utrzymywanie dystansu.

Czy osoby, które mają już za sobą zakażenie koronawirusem, powinny obawiać się nowych wariantów wirusa? Czy mogą się nimi zakazić? Jaki wówczas będzie przebieg tego zakażenia?

Ogólna zasada mówi, że jeżeli ktoś przeszedł już COVID-19, powinien być odporny. To, jak długo utrzyma się ta odporność jest wciąż sprawdzane, ale wydaje się, że dla większości osób to co najmniej pół roku. Poza tym, zwykle nowe warianty nie są aż tak różne od tych występujących wcześniej, by mogły ponownie nas zaatakować. Jeśli nawet dojdzie do infekcji nowym wariantem, powinna ona być łagodna lub bezobjawowa. Niezwykła różnorodność natury sprawia jednak, że niczego nie można wykluczyć. Pamiętajmy, że nie wszyscy mamy równie sprawny system immunologiczny. Ponadto są wśród nas osoby, na przykład po przeszczepie jakiegoś narządu, u których za pomocą leków wywołany został stan immunosupresji. Takie osoby mogą być narażone na kolejne zakażenie.

Mówi się, że nowe warianty są dużo bardziej zakaźne, ale czy to oznacza także, że mogą doprowadzić do większej liczby zgonów?

Tak jak już wcześniej wspomniałem, nowe warianty rzeczywiście są najczęściej bardziej zakaźne. Oznacza to, że szybciej rozprzestrzeniają się i łatwiej wnikają do organizmu człowieka. Zwykle jednak są one także mniej zjadliwe. Gdyby były bardziej zjadliwe, wówczas liczba zgonów byłaby większa, a liczba nosicieli zdecydowanie mniejsza. W stosunkowo krótkim czasie wirus musiałby zaniknąć. Scenariusz taki obserwowany był wielokrotnie w przypadku szczególnie groźnych wirusów RNA takich jak na przykład Ebola. Epidemie wybuchały gwałtownie i równie szybko ustępowały. Zwykle powodowały śmierć kilkuset osób, przy czym śmiertelność sięgała nawet 90 proc. Mówiąc w wielkim skrócie, prawie wszyscy, którzy mieli kontakt z wirusem, umierali, co prowadziło do szybkiego zakończenia epidemii.

Jak bardzo jeszcze wirus SARS-CoV-2 może mutować? Mówi się, że zostanie on z nami już na zawsze. Czy w takim razie musimy być gotowi na to, że co jakiś czas będziemy odkrywać nowe jego warianty?

Wirus SARS-CoV-2 będzie mutował tak samo szybko jak mutuje obecnie. Tempo mutacji genomu wirusowego jest mniej więcej stałe. Można zatem powiedzieć, że im dłużej będzie trwała pandemia, tym więcej wariantów powstanie. Dlatego tak ważną sprawą jest jak najszybsze zaszczepienie jak największej liczby osób. Im więcej zaszczepionych, tym mniej infekcji i mniej nowych wariantów. Każdy dzień zwłoki to danie wirusowi szansy na wyprodukowanie kolejnych wariantów. Może wśród nich pojawić się jakiś bardziej zjadliwy, który utrudni walkę z COVID-19. W momencie, gdy 70-80 proc. populacji będzie zaszczepiona lub przejdzie już COVID-19, wówczas szanse wirusa na rozmnażanie zostaną drastycznie ograniczone i pandemia się skończy.

Ale to chyba nie oznacza, że sam wirus zniknie? Czy nasze organizmy są w stanie się do niego przystosować?

Oczywiście, wirus pozostanie w środowisku i co jakiś czas może powodować pojedyncze infekcje. Pamiętajmy jednak, że nie tylko wirus mutuje i przystosowuje się do zmieniających się warunków, Homo sapiens jako gatunek także podlega ewolucji, tyle że zdecydowanie wolniej. Najprawdopodobniej za jakiś czas przystosujemy się do życia z SARS-CoV-2, tak jak to miało miejsce w przypadku innych wirusów. Doskonałym tego przykładem są epidemie przywleczone przez Europejczyków do Ameryki. Europejczycy przez setki lat narażeni byli na infekcje niektórymi wirusami, osoby szczególnie wrażliwe umierały, przeżywali jedynie ci najodporniejsi. W ten sposób naturalny proces selekcji doprowadził do sytuacji, w której dla Europejczyków wiele chorób zakaźnych nie stanowiło większego zagrożenia. Zwykle występowały one w populacji jako tzw. choroby wieku dziecięcego. Każdy je przechodził, tylko nieliczni – ciężko lub ze skutkiem śmiertelnym. Choroby te nie występowały jednak w Ameryce. Stąd pojawienie się ich wraz z Europejczykami powodowało straszne pandemie. Szacuje się, że przyczyniły się one do śmierci około 90 proc. rdzennej ludności Meksyku.

Jak w takim razie wygląda kwestia skuteczności szczepionek? Czy te, które zostały już wyprodukowane poradzą sobie z nowymi wariantami? Czy będzie trzeba zmieniać ich skład co jakiś czas, tak jak jest w przypadku szczepionek na grypę?

Niestety obecnie nie jesteśmy tego w stanie przewidzieć. Może tak się zdarzyć, że w przypadku któregoś wariantu szczepionka będzie mniej skuteczna. Na szczęście szczepionki RNA można stosunkowo łatwo modyfikować i dostosowywać do zmieniających się wirusów. Podobnie sytuacja wygląda z testami genetycznymi stosowanymi w diagnostyce COVID-19. Mutacje pojawiające się w genomie wirusa mogą powodować, że test nie będzie go wykrywał. Aby temu zapobiec, należy w sposób ciągły monitorować, w jakim kierunku wirus ewoluuje i odpowiednio modyfikować czy to szczepionki czy testy. Tak też czynimy w Instytucie od początku pandemii. Uzyskiwane przez nas wyniki prezentowane są na ogólnodostępnej stronie. Dzięki temu wiemy, że stworzony w ICHB PAN test MediPAN wykrywa wszystkie występujące obecnie warianty SARS-CoV-2.

Przedszkola i żłobki zamknięte do 25 kwietnia?

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Figlerowicz: Powstawanie nowych wariantów koronawirusa nie jest zaskoczeniem, czy niezwykłym zjawiskiem - Głos Wielkopolski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie