Ślązak idzie na mszę, Zagłębiak do marketu

Sławomir Cichy
Lucyna Nenow
Największe różnice w Polsce pod względem uczestnictwa katolików w niedzielnych mszach występują w województwie śląskim.

Z opublikowanych właśnie badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (opartych na liczeniu wiernych z 24 października 2010 r.) wynika, że najlepiej jest w diecezji bielsko-żywieckiej, gdzie do kościoła chodzi 51 proc. katolików. To po tarnowskiej (71 proc.), rzeszowskiej (67), przemyskiej (62) i krakowskiej (52) najlepszy wynik w kraju.

Diecezje gliwicka i katowicka to średniacy (42 i 41 proc.). Najgorzej jest w diecezjach częstochowskiej (39 proc.) i sosnowieckiej (ledwie 28 proc.).

- W diecezji sosnowieckiej, choć przykro mi to mówić, sporą grupę stanowią wierni, których ja nazywam katolikami pogodowymi - mówi ks. Jarosław Kwiecień, rzecznik sosnowieckiej kurii. - Deszcz albo upał potrafią skutecznie zatrzymać ich w niedzielę w domu. Wynika to głównie z przewagi w naszej diecezji ludności napływowej, wyrwanej z tradycji rodzinnego domu. Coraz częściej również protezy, w postaci radiowych i telewizyjnych transmisji, traktowane są przez wiernych na równi z uczestnictwem w niedzielnej mszy.

Księża na różne sposoby próbują ściągnąć wiernych do kościoła. Organizują rekolekcje dla zabieganych, dla singli, dla samotnych matek i ojców, dla rozwiedzionych. W niektórych parafiach, np. w Dąbrowie Górniczej, ostatnia msza rozpoczyna się o godz. 20.30, a frekwencja i tak nie jest zadowalająca.

Zmiany społeczne, migracja ludności, wzrost dobrobytu, nietrwałość rodzin - to zdaniem naukowców z Instytutu Statystycznego Kościoła Katolickiego główne przyczyny ubywania wiernych z kościołów. Co gorsza, z najnowszych badań wynika, że taki trend jest stały co najmniej od trzydziestu lat, czyli od czasu, kiedy zaczęto gromadzić dane na ten temat. Najlepiej to widać na przykładzie diecezji sosnowieckiej.

- Zmniejszenie motywacji do uczestnictwa w mszy świętej nie następuje nagle, ale pojawia się stopniowo. Najpierw cotygodniowe wyjście do kościoła zamieniane jest na mszę raz w miesiącu, potem tylko z okazji wielkich świąt - mówi ks. prof. Witold Zdaniewicz, dyrektor ISKK.

Prezentujący najnowsze wyniki badań ks. Wojciech Sadłoń zwraca uwagę, że tam, gdzie nadal wielu wiernych stawia się na mszach, mniej ludzi przystępuje do komunii świętej w porównaniu z diecezjami, gdzie frekwencja w niedzielę jest niska. - To może świadczyć o sekularyzacji, czyli zmniejszeniu roli religii w społeczeństwie - dodaje.

Z drugiej strony coraz rzadsze uczestnictwo w mszach świętych nie musi oznaczać zaniku wiary. Zmieniają się formy jej celebrowania. Coraz częściej w razie jakichkolwiek komplikacji zdrowotnych wybieramy mszę w radiu lub w telewizji. Usprawiedliwieniem są m.in. apele duchownych, kierowane do wiernych podczas epidemii świńskiej grypy o to, by chorzy pozostawali w domach.

Niektóre parafie tracą również wiernych z powodu malejącego przywiązania wiernych do konkretnej parafii. Zyskują katedry, miejsca kultu i sanktuaria nawet spoza miejsca zamieszkania. Zjawisko doczekało się już nawet swojej nazwy. To churching.

Pierwsze ogólnopolskie badania uczestnictwa wiernych w mszach były w 1979 r. i od tego czasu prowadzone są systematycznie we wszystkich parafiach raz w roku, jesienią.

Życie ludzi jest związane z parafiami

Ksiądz Stanisław Dadak, kanclerz kurii bielsko-żywieckiej:
Frekwencja jest u nas bardzo wysoka, niemal najlepsza w kraju. Wynika to z tego, że ludzie na Żywiecczyźnie, Śląsku Cieszyńskim i ziemi bielskiej są bardzo religijni. Podstawą oczywiście jest wiara. Jeśli jest wiara, to nawet jeśli coś człowiekowi się nie podoba, to i tak chodzi do kościoła, bo wie, po co tam przychodzi. Myślę, że ta wiara ma korzenie w tradycji i w rodzinie, często wielopokoleniowej. Poza tym życie lokalnych społeczności w małych wsiach i gminach jest zintegrowane z parafiami.

Tradycja przybliża do religijności

Ksiądz Jarosław Kwiecień, rzecznik sosnowieckiej kurii diecezjalnej:
Czeka nas, księży, wielka praca nad przywróceniem tradycji i wartości. To trudne, gdy w społecznościach dużych miast Zagłębia rdzenni mieszkańcy stanowią mniejszość. W sosnowieckim Zagórzu, gdzie przez wiele lat pełniłem posługę w parafii, trudno było mi spotkać ludzi miejscowych w trzecim, a nawet drugim pokoleniu. Nikt nie pamiętał, że Zagłębie miało swoje stroje ludowe, swoją gwarę, swoje miejscowe obrzędy. Takich rozterek nie ma np. w Olkuszu albo w Wolbromiu. Tam kultywuje się miejscowe tradycje i kościoły są pełne wiernych.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie