Szpieg leży w twoim łóżku

Błażej Dąbkowski
Brak zaufania w związku i poczucie zagrożenia powodują, że ludzie zaczynają śledzić swoich partnerów
Brak zaufania w związku i poczucie zagrożenia powodują, że ludzie zaczynają śledzić swoich partnerów fot. 123rf
Miniaturowe kamery ukryte w ściennym zegarze, sprytne programy przeszukujące twarde dyski komputerów i bilingi, to dziś najbardziej skuteczne narzędzia kontrolowania i szpiegowania naszych życiowych partnerów i partnerek. Jak nowoczesna technologia pomaga wykryć zdradę w związku, pisze Błażej Dąbkowski

Okazuje się, że by wykryć zdradę drugiej połówki, nie potrzebujemy już detektywów, ponieważ sami doskonale wcielamy się w rolę wytrawnych śledczych. Co ciekawe, korzystanie z najnowszej techniki przychodzi nam coraz łatwiej. Dlaczego? Bo szpiegowanie, podglądanie i sprawdzanie to nasza druga natura.

W zeszłym roku w Sądzie Okręgowym w Poznaniu orzeczono ponad 4 tys. rozwodów i 123 separacje. Duża część spraw toczyła się właśnie w oparciu o dowody z globalnej sieci oraz tych zebranych dzięki korzystaniu ze sprzętu rodem z filmów o słynnym agencie Jamesie Bondzie.

- Rozwody związane z inter-netem to teraz typowe sprawy - uważa Tomasz Grzybkowski, poznański adwokat. - Większość z nich oparta jest na SMS-ach, mejlach i zdjęciach z komórki - dodaje.

Czasem można "wpaść" bardzo łatwo, wystarczy jeden niewiele znaczący wpis na Naszej-Klasie czy Facebooku, by naszemu partnerowi zapaliła się w głowie lampka ostrzegawcza.

To zazwyczaj staje się przyczynkiem do dalszego badania domniemanej zdrady. Rusza lawina, bo przecież chcemy wiedzieć, czy jesteśmy jedyną osobą, z którą sypia ukochana lub ukochany.

- Klienci najchętniej rozpoczynają od sprawdzania bilingów. Panie może zdziwić fakt, że ich małżonek rozmawia ze swoją sekretarką w środku nocy - żartuje mecenas Grzybkowski. Szczególnie te poszerzone stają się łakomym kąskiem, bowiem można z nich odczytać także treść odbytych rozmów.

Nie schowasz się w sieci

Komórki i internet są zatem tylko złudnymi sprzymierzeńcami nieuczciwych mężów i żon. To bowiem broń, której tak samo często używają poszkodowani. Przekonał się o tym Paweł, który po powrocie z pracy, zamiast ciepłego obiadu, zastał jedynie list pożegnalny od Anny. Ledwie dwa lata wcześniej przyrzekał wierność aż do śmierci.

- Niestety, portale społecznościowe okazały się dla mnie zgubne. Na Naszej-Klasie odezwała się do mnie Ola, w której byłem zakochany po uszy jeszcze w liceum. Zaczęło się od niewinnych rozmów, a skończyło na romansie - wspomina Paweł.

Mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, że jego żona trzyma cały czas rękę na pulsie. Dziś wie, że gdy wieczorami uciekał z laptopem do kuchni, ona bacznie obserwowała jego gorące wyznania zawarte w każdym mejlu wysyłanym do kochanki. Widziała też zdjęcia, którymi Ola tak chętnie dzieliła się ze szkolną miłością, a nie brakowało wśród nich nawet tych bardziej śmiałych. Gdy sprawa rozwodowa trafiła na wokandę, dowiedział się, że Anna korzystała z programu, który dokładnie skanując twardy dysk komputera, potrafi odnaleźć dawno usunięte dokumenty.

- Nasza-Klasa bywa też skuteczna w sprawach o ustalenie wysokości alimentów - przyznaje Tomasz Grzybkowski.

Tak jest, gdy mężczyźni, by zaimponować swoim kolegom, w internecie zamieszczają zdjęcia z drogimi samochodami lub z ekskluzywnych wakacji na Dominikanie czy Ibizie.

- Wtedy znacznie łatwiej udowodnić, że taki delikwent nie jest tak biedny jak wcześniej deklarował - dodaje mecenas.
Strumień e-dowodów zdrady

Jak przyznaje poznański radca prawny dr Matylda Gwoździcka--Piotrowska, klienci w ferworze walki uciekają się także do kopiowania na twarde dyski komputerów pasków z życzeniami widocznych na portalach społecznościowych. Do kancelarii przynoszą też wydruki podpisów pod zdjęciami, nawet takich, w których trudno doszukać się dwuznaczności i czegoś nagannego.

- Często domagają się, by włączyć nawet taki dowód do sprawy. Ale nie ma się im co dziwić, przecież Facebook i Nasza-Klasa to podstawowe narzędzia do wyszukiwania kochanek - twierdzi M. Gwoździcka-Piotrowska.

Adwokaci są zgodni co do tego, że przed obliczem sądu prezentuje się coraz częściej "e-dowody" zdrady, a są one pomocne szczególnie w przypadkach spraw o podział majątku i gdy pary walczą o prawo do opieki nad dzieckiem. Również w trakcie tzw. rozwodów kościelnych zwraca się na nie uwagę. Różnica polega na tym, że proces kościelny toczy się w zasadzie w trybie pisemnym, ale i tu można dołączyć pikantnego mejla lub zdjęcia, które pogrążą nielojalnego partnera.
- Lecz muszą one dotyczyć okresu przedmałżeńskiego, ponieważ Kościół nie rozwodzi, tylko stwierdza nieważność związku. Dlatego trzeba udowodnić, że do ołtarza szło się, będąc już wtedy niewiernym - zastrzega jeden z poznańskich duchownych.

Zabawki do szpiegowania

Choć swoim klientom adwokaci nie polecają stosowania podsłuchów, to sklepy oferujące gadżety szpiegowskie przeżywają od niedawna prawdziwe oblężenie. Dotąd domena służb specjalnych i detektywów, wlewa się zatem szerokim strumieniem także do naszych... łóżek.

Obok studentów, którzy używają mikroskopijnych słuchawek do ściągania w trakcie egzaminów czy pracodawców chcących sprawdzić swoich podwładnych, duży odsetek klienteli Spy Shopów stanowią mężowie i żony, podejrzewających drugą połówkę o zdradę. I mają w czym wybierać, bo szpiegiem można zostać już za 100 zł. Panie, które nie ufają swoim partnerom, mogą tam kupić zegarki i zapalniczki z wbudowaną ukrytą kamerą. Z kolei na panów czekają podsłuchy telefoniczne, które umożliwiają nie tylko odsłuchiwanie rozmów, ale także przeglądanie SMS-ów i książki telefonicznej małżonki.

- Ostatnio jedna z klientek zaniepokojona tym, że jej mąż zbyt często przesiaduje przedlaptopem, kupiła spyloggera. To rewelacyjne urządzenie, gdy mamy do czynienia z taką sytuacją. A to dlatego, że monitoruje ono aktywność użytkownika komputera - zachwala Paweł Wujcikowski, właściciel sieci Spy Shop.

Do szpiegowskich gadżetów cieszących się popularnością należy też minikamera, która może być ukryta w budziku, zegarze ściennym i pluszowym misiu. To sprytne urządzenie obsługuje sieci 2G i 3G, tak więc dzięki karcie telefonicznej i dostępnej niemal w każdej komórce usłudze "wideokonferencja" możemy obserwować co robi i z kim spotyka się współmałżonek. Z kolei wśród męskiej części klienteli furorę robi wynaleziony w Stanach Zjednoczonych Semen Spy - test wierności, wykrywający na bieliźnie czy pościeli... plamy nasienia. Jednak by sprawdzić, czy łoże dzielimy z kobietą pokroju mitycznej Penelopy, musimy się nastawić na wydatek rzędu 300 zł. Jak przyznaje Paweł Wujci-kowski, mężczyźni chętniej kupują detektywistyczny sprzęt, panie czasem mają opory, lecz bynajmniej nie natury moralnej.

- Widać, że niektóre kobiety boją się jeszcze techniki. Ale w przypadku, gdy podsłuch czy kamera są ostatnią deską ratunku, ostatecznie decydują się na zakup - dodaje.

Rozmawiaj, nie podglądaj

A kto najczęściej przy pomocy nowinek technicznych próbuje łapać partnera na skoku w bok? Z obserwacji właściciela sklepu z takimi "zabawkami" wynika, iż są to głównie 40- i 50-latkowie, posiadający wspólnotę majątkową. Gdy w grę wchodzą duże pieniądze, starają się wszelkimi dostępnymi środkami udowodnić winę drugiej strony.
Zdaniem psychologów nie chodzi tylko o pieniąd
ze. Podstawowym motywem jest chęć podglądania i sprawdzania, czyli nasza druga natura. To mroczna strona osobowości, która prowadzi do systematycznego osłabiania więzi międzyludzkich oraz konfliktów i nieporozumień rodzinnych.

- Brak zaufania w związku i poczucie zagrożenia powodują, że ludzie zaczynają śledzić swoich partnerów. Aczkolwiek równie dobrze może się to wiązać z niską samooceną szpiegującego. Osoba o niskim poczuciu własnej wartości ciągle zastanawia się, dlaczego jego małżonek nadal trwa z nią w związku - mówi Katarzyna Łącka, psycholog.

To może zdaniem ekspertów prowadzić do tworzenia obrazu wyimaginowanego cudzołóstwa, szczególnie gdy w związku nie potrafimy otwarcie mówić o własnych obawach i podejrzeniach. Zatem korzystanie z najnowszych osiągnięć techniki, sprawdzania skrzynek mejlowych i podglądanie kont na portalach społecznościowych to czasem tchórzliwa ucieczka przed otwartą konfrontacją.

Czy rozmowa jest skuteczniejsza i bardziej owocna od inwigilacji ukochanej osoby? Psychologowie nie mają żadnych wątpliwości.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie