Aleksander Kwaśniewski: Nie byliśmy atrakcyjni dla terrorystów Osamy

Marcin Zasada
Grzegorz Mehring
Druga część rozmowy z Aleksandrem Kwaśniewskim, prezydentem RP w latach 1995-2005. W niedzielę 10. rocznica zamachów w USA. O 11 września 2001 roku - jednym z najtrudniejszych dni w jego politycznej karierze - rozmawia z Marcinem Zasadą.

Po ataku na WTC, a szczególnie po zaangażowaniu się naszych wojsk w interwencję w Afganistanie, spekulowano, czy Polsce grozi odwet ze strony terrorystów. Jak poważne było to zagrożenie za czasów pańskiej prezydentury?
Tego zagrożenia na pewno nie można było i wciąż nie można lekceważyć, choć trzeba pamiętać, że Polska, jakkolwiek to brzmi, nie była dla terrorystów tak atrakcyjnym celem, jak kilka innych europejskich krajów. Dla grup terrorystycznych, które pragną rozgłosu, Londyn, Madryt zawsze wydawały się bardziej spektakularne. Poza tym, struktura naszego społeczeństwa jest wciąż homogeniczna, dzięki czemu łatwiej jest kontrolować różne podejrzane środowiska. Pamiętajmy, że zanim Al-Kaida zaatakowała Nowy Jork, organizacja ta planowała zamachy w elektrowniach atomowych. Bin Laden uznał, że uderzenie w symbol władzy politycznej, czyli Kapitol, symbol siły militarnej, czyli Pentagon, oraz symbol władzy ekonomicznej, czyli wieże WTC, będzie bardziej efektowne. W Polsce tak spektakularnych celów nie było, choć oczywiście nikt nie jest na terroryzm zaszczepiony. Dlatego czujność i współpraca międzynarodowa w tym zakresie była i nadal jest konieczna.

Czy ta czujność została kiedyś wystawiona na próbę?
Nie mogę mówić o szczegółach takich sytuacji, ale po zamachach w USA i naszym zaangażowaniu się w wojnę z terroryzmem, nasze służby odnotowywały wzrost przybyszów z kilku arabskich krajów, wielu kojarzonych w różny sposób z radykalizmem islamskim. Zawracano ich na granicy, podejrzewaliśmy, że w taki sposób testowano nasz poziom kontroli.

Terroryści nas omijają. To efekt dobrej pracy służb, braku takiego zagrożenia czy może po prostu szczęścia?
Po części każdy z tych czynników odgrywa pewną rolę. Na pewno nie jesteśmy głównym celem terrorystów, ale i zagrożenia, które istniały, były szybko rozbrajane przez właściwe służby państwa polskiego. Ważna była też współpraca międzynarodowa, warunek konieczny w skutecznej walce z terroryzmem. A szczęście? Też w życiu jest potrzebne.

Jakie wrażenie robiła strefa zero w Nowym Jorku widziana na własne oczy niedługo po zamachu?
Przygnębiające, nawet po uporządkowaniu tego miejsca. Najbardziej szokujące były jednak spotkania ze strażakami, którzy brali udział w akcji ratunkowej, z rodzinami, które straciły tam swoich bliskich. Ten zamach wydarzył się w mieście, jakie szczyciło się stuprocentowym poczuciem bezpieczeństwa i ochrony przed zewnętrznym atakiem. Myśl o ludziach, którzy normalnie przyszli do pracy, a później skakali z trzydziestego piętra, by nie ginąć w płomieniach, do dziś jest przerażająca. Atak na WTC odebrał Nowemu Jorkowi coś, co było dla tego miasta szczególne - aurę przyjaznego jabłka, miasta otwartego, zwariowanego, ale przyjaznego. Wyrwa po bliźniaczych wieżach zawsze będzie dla mnie symbolem, że to miejsce nigdy już nie będzie takie jak kiedyś.

Najlepszy dowód, że prawie połowa Amerykanów nie wierzy w oficjalną wersję zdarzeń. Jak wytłumaczyć fakt, że w USA WTC to dziś coś pomiędzy mitem narodowym i źródłem niezliczonych teorii spiskowych?
Żyjemy w czasach, w których najróżniejsze informacje docierają do nas szerokim strumieniem, co bywa też powodem zamieszania i dezinformacji. Dla wszystkich ważniejsze od takich dyskusji powinien być fakt, że terroryzm po 11 września stał się prawdziwym zagrożeniem. Kiedyś wydawało się, że takie rzeczy mogą zdarzyć się na peryferiach świata albo w krajach o wyjątkowo złej formie politycznej. Teraz wiemy, że nawet najsilniejszy kraj na Ziemi też jest na to narażony. Druga nauka: w momentach zasadniczego zagrożenia nasze społeczeństwa są gotowe do współpracy. Pomimo różnic i rozczarowań, nasza cywilizacja potrafi być solidarna. I trzeci element - po 11 września wszyscy wyciągnęli wiele wniosków z działania służb. Znamy to z autopsji: kontrola na lotniskach jest dokuczliwa, ale przeciwdziała wielu zagrożeniom. Zmieniły się przepisy dotyczące kontroli powietrznej, sposobu reagowania na niebezpieczne sytuacje.

Czyli po dziesięciu latach od zamachów w USA żyjemy dziś w bezpieczniejszym świecie?
Moim zdaniem tak. Mówię o tym półgłosem, bo bałbym się jednoznacznej tezy, która uczuliłaby nas na takie zagrożenia. Ale biorąc pod uwagę skuteczność wielu akcji przeciwko terrorystom, fakt, że wiemy o ich działaniach więcej niż kiedykolwiek, a Al-Kaida została silnie osłabiona, sprawia, że nasz świat jest bezpieczniejszy. Z zastrzeżeniem, że bezpieczniejszy nie oznacza w pełni bezpiecznego.

Rząd podjął decyzję w sprawie obostrzeń.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie