Mirosław Sekuła: Inwestorzy boją się Gorzelika. Przez jego działania straciliśmy miliardy zlotych

Marcin Zasada
Marzena Bugała
Z Mirosławem Sekułą, posłem PO z Zabrza, byłym szefem komisji hazardowej, rozmawia Marcin Zasada.

Jak czuje się polityk, którego polityczną karierę można już tylko określać słowami: "był" i "miał być"?
Czuję się jak polityk spełniony. Naprawdę. Pracowałem w samorządzie, byłem urzędnikiem państwowym, kończę pracę jako poseł. Wiele rzeczy mi się w tej pracy udało, mam z tego ogromną satysfakcję i dziś wszystkim młodym ludziom mogę powiedzieć: "Jeśli chcecie mieć realny wpływ na przyszłość swojego państwa, zdecydowanie zajmijcie się polityką".

To dlaczego dziś mówi się o panu: polityk przegrany? A jeszcze kilkanaście miesięcy temu był pan jak kiedyś Gołota: "wielką nadzieją białych". Szef komisji "Przyjazne państwo", nowy szef komisji hazardowej, przyszły prezydent Zabrza. Gdzie się podział tamten Mirosław Sekuła?
Nie jestem przegrany. Nigdy nie przejmowałem się tym, co o mnie mówią i o mnie piszą. Afera hazardowa? Proszę popatrzeć na to nie przez pryzmat afery medialnej, tylko tego, co naprawdę się stało. A naprawdę to jeden z szefów służb specjalnych skoczył do gardła premierowi. Mnie się udało go powstrzymać. Przyjmuję przy tym do wiadomości, że wielu ludziom nie podobały się moje metody.

No tak, przemawiał pan do pustej sali, pisał raport przed zakończeniem prac komisji. Do płaczu doprowadził pan posłankę Kempę. Takich ekscesów nie było w sejmowych komisjach śledczych od czasu afery Rywina.
Posłanka Kempa? Ja jej tylko powiedziałem: "Do roboty". Doprowadziła ją do płaczu bezsilność i z tego co wiem, jej problemy w PiS. Kobiety najczęściej płaczą z bezsilności, a przemawianie do krzeseł? Tak pokazują to media, jednak żaden z członków komisji nie zaprotestował, bo wszyscy byli na sali.

Warto było uciekać się do takich kroków, narażając się na oskarżenia o wykonywanie rozkazów z góry, o korzystne dla PO zakończenie prac komisji?
Jakiej góry? Warto było, bo wszystko było zgodne z prawem. Nie pozwoliłem na jarmark. Mam świadomość, że wziąłem to, jak to się mówi, "na swoją klatę". W czasach socjalistycznych było takie powiedzenie, że "każde przedsięwzięcie kończy się szukaniem winnych, karaniem niewinnych i nagradzaniem postronnych". Choćbym jednak miał poświęcić swoją karierę, nie pozwoliłbym, żeby zbuntowany jakikolwiek szef służby specjalnej decydował o obsadzie najważniejszych stanowisk politycznych w kraju.

Nie było panu wstyd za kolegów z PO płaszczących się przez telefon przed nieciekawymi ludźmi?
Oczywiście, że było mi wstyd. Takie zachowania były niedopuszczalne i nie mieszczą się w etyce pracy poselskiej. Moralnie naganne, ale nie mieliśmy dowodów, że doszło do złamania prawa. Tak można scharakteryzować tę aferę.

Pan szukał winnych i to pańska kariera na tym ucierpiała. Wskutek czego bardziej - komisji hazardowej czy spektakularnej porażki w wyborach samorządowych?
Przegrana walka o prezydenturę w Zabrzu w dużej części wynika z negatywnych ocen po prowadzeniu komisji śledczej. Dziś może to dziwnie zabrzmi, ale gdy ją obejmowałem jej przewodniczenie, byłem pewien, że to moja ostatnia kadencja w Sejmie. Kilkanaście lat pracy w Warszawie i życie w pociągu to wielka uciążliwość. Jeśli ktoś chce być rzetelnym posłem, a ja zawsze chciałem, to trzeba bardzo ciężko pracować. Już dawno podjąłem decyzję, że rezygnuję.

Małgorzata Mańka-Szulik to dobra prezydent Zabrza?
Bardzo popularna. Dużo czasu poświęca na kontakty z mieszkańcami, ale wszystkie wskaźniki dotyczące miasta są coraz gorsze. Więcej nie ma sensu mówić, bo i tak wszyscy zarzucą mi, że wypowiadam się jako wyborczy konkurent pani prezydent, który z nią przegrał. Wyborcy chcieli takiego prezydenta, to mają.

A pan chce wrócić do NIK-u? Będzie pan wiceprezesem Izby, jak głoszą plotki?
Chciałbym wrócić do NIK-u. Po dziesięciu latach starań udało mi się doprowadzić do zmiany ustawy o NIK więc chciałbym być obecny przy jej wdrażaniu. Będą nowi wiceprezesi NIK, bo starym skończyły się powołania. Ale z tego co ja wiem, prezes NIK nie zgłosił mojej kandydatury, a tylko on ma do tego prawo.

Kto wygra nadchodzące wybory w województwie śląskim?
Polityczny układ sił chyba się nie zmieni.

Więc PO, PiS, potem SLD. A Kazimierz Kutz stwierdził, że Platforma nic dobrego dla Śląska nie zrobiła. Pan Kazimierz jest już w takim wieku, że nie musi kłamać.
Ja bym raczej powiedział, że przez te cztery lata to pan Kutz nic nie zrobił dla Śląska. Zajmował się głównie konfliktowaniem środowisk śląskich.

Platformie nie zaszkodzi koalicja z RAŚ w wojewódzkim samorządzie?
Nie wiem. Akceptuję tę koalicję jako smutną konieczność, ale bardzo mi się nie podoba działalność Ruchu. RAŚ szkodzi Śląskowi. Patrzę na to przez pryzmat inwestycji i pieniędzy, które ten nasz region mógłby mieć. Wskutek poczynań RAŚ-u Jerzego Gorzelika, ocena Śląska, jako miejsca do inwestowania jest zaniżona. Firmy dokonujące u nas analizy ryzyka, biorą pod uwagę dążenie RAŚ-u do autonomii i dostajemy za to ujemne punkty.

Poważny inwestor, który podejmuje decyzje pod wpływem tego, co usłyszał w tramwaju lub przeczytał na forum internetowym nie może być poważny.
Są ludzie, którzy obawiają się inwestować na Śląsku, bo nie wiedzą, co tu się będzie działo za 20 lat. Dałoby się nawet wyliczyć, ile inwestycji straciliśmy przez działania Jerzego Gorzelika. To są miliardy złotych.

Proszę zdradzić, jakie koncerny przestraszyły się Jerzego Gorzelika.
Nie mogę, to poufne informacje biznesowe.

To proszę przyznać, czy gdyby jeszcze raz miał pan prowadzić komisję hazardową, zrobiłby pan to inaczej?
Tak, szybciej bym skończył. I byłbym jeszcze ostrzejszy.

Sekuła nie chce być posłem. Oni też...

Wacław Martyniuk (SLD, okręg gliwicki)
Jeden z wieloletnich liderów śląskiej lewicy żegna się z polityką wskutek konfliktu z Grzegorzem Napieralskim. Co będzie robił po opuszczeniu Sejmu? "Szukam pracy" - odpowiada.

Kazimierz Kutz (bezpartyjny, okręg katowicki)
Najpopularniejszy śląski polityk po rozstaniu z Platformą Obywatelską, rozstaje się też z Sejmem i wraca do Senatu. Wystartuje jako kandydat niezależny.

Andrzej Celiński (SLD, okręg katowicki)
Spadochroniarz numer jeden w poprzedniej kadencji opuszcza Śląsk, wraca do Warszawy, ale do Sejmu startować nie zamierza. Jako niezależny kandydat walczy o mandat senatora.

Krzysztof Matyjaszczyk (SLD, okręg częstochowski)
Zdobywając prezydenturę w Częstochowie, dał lewicy jeden z większych sukcesów wyborów samorządowych w woj. śląskim. W walce o Sejm, SLD będzie brakować tej indywidualności.

Tadeusz Kopeć (PO, okręg bielski)
Po dwóch kadencjach jako poseł, nie znalazł się na liście PO do Sejmu. Kopeć zamierza być senatorem, startuje z okręgu obejmującego powiaty cieszyński i żywiecki.

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie