Pułapki podczas egzaminu na prawo jazdy w Katowicach [Mapa + wskazówki]

Adrian Leks
Adrian Leks
Sprawdziliśmy jakie ''niespodzianki'' czekają na kursantów na ...
Sprawdziliśmy jakie ''niespodzianki'' czekają na kursantów na ... Adrian Leks
Udostępnij:
Sprawdziliśmy jakie ''niespodzianki'' czekają na kursantów na trasach egzaminacyjnych w Katowicach.

Naszym przewodnikiem po katowickich drogach został Tomasz Gołosz, instruktor nauki jazdy ze szkoły ''Olaf''.

- W Katowicach takich pułapek egzaminacyjnych jest naprawdę mnóstwo. Jednak trzeba podkreślić, że najważniejsza jest kwestia poznania miasta od tej ''złej'' strony. Jeżeli kursant będzie w tych miejscach jeździł i je stopniowo poznawał, to powinien egzamin zdać - podkreśla instruktor.

Jakie pułapki czekają na przyszłych kierowców w stolicy województwa? Przede wszystkim wąskie uliczki, z których wyjazd utrudniają zaparkowane samochody oraz linie podwójnie ciągłe, na które bardzo łatwo najechać, co często skutkuje oblanym egzaminem.

Pokaż Pułapki drogowe w Katowicach na większej mapie

Podróż po mieście rozpoczęliśmy od dojazdu do Rynku ul. Św. Jana **[zobacz zdjęcie]**. - Nie ma tutaj żadnego znaku zakazującego jazdy na wprost, ewentualnie nakazującego skrętu w lewo. Jest tylko informacja, że na wprost będzie zakaz ruchu i tam dalej są dopiero znaki, ale kursant musi się ustawić wcześniej na odpowiednim pasie ruchu. W tym wypadku na drodze jednokierunkowej musi się ustawić po lewej stronie, bo inaczej popełni błąd - tłumaczy Tomasz Gołosz.

Chwilę później kolejne miejsca i kolejne próby jazdy zgodnie z przepisami.

- Chwila nieuwagi i złe ustawienie może spowodować, że najedziemy na podwójną ciągłą. Tak jest na ul. Kobylińskiego podczas dojazdu do Dąbrowskiego **[zobacz zdjęcie]**. Jest to ulica jednokierunkowa i na wprost mamy podwójną ciągłą, którą ciężko zobaczyć. Dodatkowo zmieszczenie się na drodze w tej sytuacji utrudnia nam zaparkowany samochód. Autem trzeba maksymalnie wyjechać, ale jednocześnie nie wymusić pierwszeństwa. Podobna historia jest niedaleko, na ul. Plebiscytowej, gdzie wyjeżdżamy z Dąbrowskiego. Tutaj podwójna ciągła jest bardzo daleko wysunięta. Trzeba pojechać naprawdę szerokim łukiem, żeby się zmieścić.

Okazuje się również, że kolejną pułapkę na drodze mamy, dzięki zieleni miejskiej, która utrudnia nam widoczność podczas wyjazdu z Plebiscytowej do ul. Jagiellońskiej **[zobacz zdjęcie]**.

- Proszę zobaczyć jak włodarze miasta zorganizowali nam róg. Mamy piękno drzewko, które zasłania widok. Ile trzeba się wychylić, żeby cokolwiek zobaczyć, bo jak wyjadę za daleko, to wymuszę pierwszeństwo.

Podczas 30 godzin jazd, kursant musi się nauczyć nie tylko prawidłowej jazdy samochodem, ale musi też poznać wszystkie ''zasadzki'' jakie czekają na niego w Katowicach. A czasami nawet taka wiedza jest niewystarczająca. - Z ul. Andrzeja będziemy skręcać w lewo, w ul. Batorego**[zobacz zdjęcie]**. Ustawiamy się na lewym pasie, ale linia ciągła jest tak wymalowana, że nie da się jej ominąć. Nawet kiedy jesteśmy prawidłowo ustawieni i tak tylnym kołem najedziemy na tę linię.

- Jedziemy dalej i będziemy skręcać w prawo z ulicy Drzymały do PCK **[zobacz zdjęcie]**. Miejsca parkingowe maksymalnie utrudniają widoczność. Jak już uda nam się włączyć do ruchu, to widzimy Konsulat Brytyjski przy PCK **[zobacz zdjęcie]**, gdzie jest zakaz zatrzymywania się, a samochodów mamy tyle, że nie da się ich ominąć. W takiej sytuacji na szczęście kursant ma prawo najechać na linię ciągłą - kontynuuje instruktor nauki jazdy ze szkoły ''Olaf''.

Trzeba pamiętać, że egzaminator nigdy nie obleje nas za jedno mniejsze uchybienie, tylko tych wykroczeń musi się trochę nazbierać. Dlatego ważne jest, żeby przyszły kierowca dobrze czytał znaki oraz umiał odpowiednio się ustawić. Do tego dochodzi fakt, że infrastruktura drogowa w Katowicach bardzo często kusi, żeby to wykroczenie popełnić. Tak jest na przykład podczas wyjazdu z ul. Strzeleckiej na ul. Mikołowską, gdzie przy wyjeździe nie widać jak narysowane są linie.

Mimo że, jak podkreśla instruktor Katowice - na tle innych polskich miasta - nie są szczególnie trudnym miejscem do zdania egzaminu, to natrafiamy na kolejną niespodziankę. Mamy dwie linie zatrzymania przy Placu Miarki do ul. Wita Stwosza **[zobacz zdjęcie]**. - Tutaj jest wina wyłącznie kursanta. Nie może mieć do nikogo pretensji, jak tego nie zauważy. Oczywiście oprócz ''L'' prawie nikt tego nie respektuje, ale na egzaminie trzeba pojechać książkowo.

Dlatego przyszłym kierowcom potrzebna jest przede wszystkim pokora oraz ciągłe podnoszenie swoich umiejętności. - Z ul. Francuskiej skręcamy w Dąbrowskiego, gdzie mamy bardzo wyciągniętą podwójną ciągłą. Mamy tylko 2,5 metra, żeby się tam zmieścić przy prawidłowym zatrzymaniu i pojechać w ul. Reymonta.

Pułapki czekają na nas nawet przy Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w pobliżuul. Józefa Lompy**[zobacz zdjęcie]**.

- W tym miejscu pada bardzo często komenda egzaminatora, że będziemy skręcać w prawo. Skręcamy, bo wolno, ale tam jest zakaz wjazdu. Często zdarza się, że ktoś jedzie na wprost, a musimy zmienić kierunek i wjechać na parking.

Podczas podróży dotarliśmy też do miejsca kultowego, które zostało nazwane przez osoby zdające na prawo jazdy''Kilimandżaro'' [zobacz zdjęcie]. - Jest to miejsce na terenie ośrodka egzaminacyjnego. Obecnie raczej ludzie tutaj wracają z egzaminu, ale są sytuacje, że muszą stąd także wyjechać. Wzniesienie zostało już zmniejszone, ale jak ktoś ma niepewną nogę i rękę, bo ruszamy z hamulca ręcznego, to może mieć kłopot. Wcześniej nawet wytrawni kierowcy mieli problem, żeby stąd ruszyć - zaznacza Tomasz Gołosz.  - Problemem może być również cofanie, zwłaszcza jak mamy obok siebie podwójną ciągłą i krawężnik. Taki trudny manewr trzeba wykonać na przykład na ul. Zgrzebnioka **[zobacz zdjęcie]** - dodaje.

Na koniec zwiedzania katowickich dróg dojechaliśmy na parkingi. Najpierw przy centrum handlowym 3 Stawy, a następnie Lidla przy ul. Granicznej **[zobacz zdjęcie]**, bo tam najlepiej można sprawdzić jak kursant radzi sobie z parkowaniem.

- Tutaj też czekają na nas podwójne ciągłe oraz musimy pamiętać o ograniczeniu do 20 km/h. Można bardzo łatwo złamać jakiś przepis. Tak samo przy Lidlu, gdzie po parkowaniu chcemy zawracać, a w jednym miejscu mamy drogę jednokierunkową. Gdy już uda nam się wyjechać mamy sygnalizację świetlną, gdzie przy skręcie w prawo pojawia się zielona strzałka. Problem w tym, że czasami kierowca zdąży ruszyć, ale strzałka już zgaśnie, więc wychodzi, że wystartował już na czerwonym świetle - tłumaczy instruktor.

Tomasz Gołosz zwraca też uwagę na inne rzeczy, które mogą nam utrudnić zdanie egzaminu. - Niestety, ale bardzo często inni kierujący jeżdżą niezgodnie z przepisami, stwarzając w ten sposób spore problemy na drogach dla kursantów.  Podobnie jest w przypadku pieszych czy rowerzystów. Do tego dochodzą na przykład przysłonięte znaki, ale młodzi kierowcy muszą się z tym liczyć i cały czas obserwować drogę - wyjaśnia.

Natomiast, co ważne osoby, które będą zdawały egzamin na prawo jazdy nie powinny szukać dodatkowych problemów.

- Nie ma znaczenia w jakich godzinach zdajemy egzamin. Każda pora roku i dnia ma swoje plusy i minusy. Oczywiście nie ma też znaczenia, czy za kierownicą siada kobieta czy mężczyzna. Egzaminator nie wie też na przykład, za co straciliśmy prawo jazdy. Najważniejsze jest po prostu dobre przygotowanie - podsumował instruktor.

Więcej o egzaminie na prawo jazdy:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska elektromobilność w liczbach

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie