Wybory 2011: Prezentujemy zestawienie programów wyborczych czterech najważniejszych partii w Polsce

Sławomir Cichy
Obietnica wyborcza jest jak uścisk ręki w kampanii: nic nie kosztuje. Gorzej, kiedy trzeba dotrzymać słowa, bo wówczas potrzebne są już realne pieniądze. Dodajmy: duże pieniądze. Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju policzyła, jak kosztowne są programy wyborcze poszczególnych partii. Od miliardów kręci się w głowie.

- Obliczając koszty obietnic wyborczych braliśmy pod uwagę wyłącznie te zapisy, które znalazły się w programach partii. Deklaracje składane podczas wieców czy wystąpień w mediach nas nie interesowały - zastrzega Aleksander Łaszek z FOR, autor opracowania. Jak dodaje, wydatki zostały obliczone w skali całej przyszłej kadencji.

Najwięcej obiecał PSL: same tylko promowane przez tę partię emerytury obywatelskie kosztowałyby budżet nawet 200 mld zł.

SLD, które zajęło w rankingu hojności II miejsce, by spełnić swe zapowiedzi, na drogi i kolej musiałoby podnieść wydatki o ponad 100 mld zł, na badania i rozwój nauki o ok. 35 mld zł, a na dodatki dla rodzin z dziećmi - o 24 mld zł.

Trzecie na podium PJN zapowiada, o ile będzie u władzy, prowadzenie przez państwo polityki prorodzinnej. Przyznanie w jej ramach po 400 zł na każde dziecko zaowocowałoby według FOR kosztami sięgającymi nawet 120 mld zł.

PiS lokuje się w środku stawki. Wzrost nakładów na służbę zdrowia, proponowany przez tę partię, kosztowałby podatników dodatkowe 50 mld zł, a obiecywane dodatki dla najbiedniejszych emerytów i rencistów w skali kadencji to dodatkowo ok. 10-20 mld zł.

Najdroższą obietnicą PO jest podwyżka dla budżetówki. Platforma jednak nie precyzuje, których grup podwyżka miałaby dotyczyć i jak będzie wysoka. A to mogłoby być nawet kilkadziesiąt miliardów. Inne obietnice PO to wydatek ok. 10-15 mld zł.

Najbardziej oszczędny w tym względzie jest Janusz Palikot. Jego program, liczący ok. 30 stron (dużą czcionką), raczej zapowiada zabieranie pieniędzy niż ich wydawanie. Chce likwidacji Funduszu Kościelnego, redukcji wydatków na armię czy połączenia administracji ZUS i KRUS.

- Gdyby nagle politycy musieli mówić prawdę, usłyszelibyśmy, że w dobie twardego kryzysu mogą nam zaoferować pot, łzy i ciężką pracę za obniżone wynagrodzenie. Ale tego w exposé nowego premiera na pewno nie usłyszymy - podsumowuje dr Marcin Gacek, socjolog polityki z UŚ.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie